HEY
21.07.2006
Plaża Miejska
Świnoujście
____________________

GALERIA

MEET & GREET

SETLISTA

MEDIA
____________________

POWRÓT

GUESTBOOK

 

RELACJA

Kot
12.09.2006

Pomorskiego tournee ciąg dalszy. 19 lipca zabraliśmy nasze manatki z Łeby, zapakowaliśmy się do samochodu i ruszyliśmy do Świnoujścia. Licząca prawie 300 km trasa upłynęła nam pod znakiem rosnącego na tylnym siedzeniu stosu puszek po Lechu, napotkanego po drodze ślicznego konika, do którego Ronnie zapałał naprawdę silnym uczuciem, oraz stonogi utopionej w ślinie Ronniego na zwłokach przejechanej żaby.

Osobny akapit należy się odpoczynkowi w Świnoujściu. Ten bowiem był kapitalny! Plaża - rewelacja, pomimo szwędających się po niej starych obleśnych Niemek. Nie było też może zbyt czysto, w niektórych zdominowanych przez glony segmentach plaży morze wyrzucało na brzeg fragmenty rozszarpanych ryb. Ale wystarczyło trochę tylko wysiłku, by znaleźć naprawdę przyjazny zakątek. Woda nieprawdopodobnie ciepła jak na Bałtyk - wchodziło się do niej jak do basenu! Szkoda, że zostało nam już tylko kilka dni do powrotu - warunki były doskonałe!

Największym highlightem jednak pobytu w Świnoujściu był koncert Heya, który odbył się w ramach Przystani Żywiec 21 lipca. Czekałem na ten koncert długo - od ostatniego gigu na łódzkich Juwenaliach zdąrzyłem przeobrazić się w fana zespołu i porządnie nakręcić się słuchając całej dyskografii regularnie przez ostatnie 2 miesiące.

Czego spodziewać się po Przystani Żywiec i koncercie plażowym już mniej więcej wiedzieliśmy, po ubiegłotygodniowej zabawie na Kulcie w Łebie. Z początku miałem pewne wątpliwości, jak wypadnie Hey w takiej scenerii, ale okazało się, że w doskonały sposób podkreślała ona atmosferę koncertu. Gdy gig się zaczął, było trochę sztywno. Byłem bowiem jedyna "starszą" osobą, która bawiła się pod sceną. Wokół same dzieciaki, z których większość chyba nie bardzo nawet wiedziała, co się dzieje. Lekko mnie to przeraziło, ale nie przejmując się bawiłem się w najlepsze pomimo dziwnych spojrzeń, jakimi obrzucały mnie te berbecie. Po chwili dołączyła do mnie reszta ekipy, bo zaznaczyć trzeba, że nasz koncertowy team był tego dnia wyjątkowo liczny; poza mną: Paulina, Ronnie, Ziołomistrz, Mi i jej znajomi.

Po kilku numerach sytuacja uległa poprawie - pod sceną pojawili się nieobecni wcześniej fani i już wszystko było tak, jak powinno :). Zrobił się (chociaż mały, ale jednak) młyn i nad głowami przelatywali ludzie. Wreszcie zrobiło się rockowo, a nie przedszkolnie. Również aura w bardzo subtelny sposób podkreślała wyjątkowość tego wieczoru - przez moment z nieba siąpił delikatny deszczyk, a przepiękny zachód słońca wywołał zachwyt nawet u Kasi. Możecie obejrzeć go w galerii :).

Koncert wspominam bardzo ciepło. Bawiłem się na nim fantastycznie - dość powiedzieć, że potem przez ponad tydzień jeszcze bolał mnie kark i wybrane kończyny. Z każdą kolejną piosenką rozkręcał się coraz bardziej zarówno cały zespół, jak i publiczność. Niestety, po koncercie Heya odbyć się miała potańcówka z Hirkiem Wroną transmitowana do radiowej Trójki (tak, zamiast transmitować koncert Heya, lepiej puścić potańcówkę...), co zaowocowało bardzo brutalnym skróceniem setu i niemalże wyrzucenie zespołu ze sceny. I to pomimo domagającej się bisów publiczności! Uważam to za zbrodnię dokonaną na muzyce. Hey starał się ze swojej strony tę niedogodność jakoś wynagrodzić, co zaowocowało wspaniałą niespodzianką na zakończenie setu - Listem, który usłyszałem tego wieczoru po raz pierwszy na żywo! Wspaniale zabrzmiały też tego wieczoru Cisza, Ja I Czas, 4 Pory i przede wszystkim cover grupy The Pixies, Where Is My Mind - ze względu na scenografię!

Jednak doskonały (chociaż krótki) koncert nie był jedyną atrakcją tego wieczoru. Po jego zakończeniu ustawiłem się wraz z kilkunastoosobową grupką przy namiotach za kulisami, oczekując na Kasię. Wcześniej udało mi się zaczepić Roberta, zamienić słowo i poprosić o podpis. Bardzo sympatyczny facet, chociaż był mocno zmęczony po koncercie. Teraz naszła mnie taka refleksja, ż praktycznie zawsze, podczas oczekiwania na meet & greet, poznaję jakichś fanów Heya, którzy okazują się bardzo miłymi i sympatycznymi ludźmi. Np. ze Świnoujścia pamiętam uczynną dziewczynę, która użyczyła mi kartki ze swojego kajetu :), którą pragnę z tego miejsca serdecznie pozdrowić!

W końcu Kasia zjawiła się, podniósł się pisk rozhisteryzowanych 13-latek :). Przeczekałem falę największej euforii i w odpowiednim momencie dopchałem się do Kasi. W czasie bardzo miłej rozmowy poprosiłem, by zagrali Sowę w Polanicy za tydzień - zamówienie zostało przyjęte :). A spotkanie przypieczętowane wspólną fotką, filmikiem (tu wielkie podziękowania dla Ronniego!) i podpisem z dedykacją :).

Więcej do szczęścia tego wieczoru już mi nie było trzeba - wyposażony w browary dołączyłem do ekipy i poszliśmy nad wodę celem after-partyingowania. Po uraczeniu się smacznym Żywcem i nie tylko :) zrzuciliśmy ciuchy i pobiegliśmy wykąpać się w morzu.

Ten wieczór to był MAX, świetny koncert, świetna ekipa, świetna impreza!

000webhost logo