KULT
22.07.2006
Plaża Miejska
Świnoujście
____________________

GALERIA

SETLISTA
____________________

POWRÓT

GUESTBOOK

 

RELACJA

Kot
24.09.2006

Po skrajnej euforii, która miała miejsce poprzedniego dnia na koncercie Heya, tym razem przyszła pora na chwilę spokoju i (względnego) wyciszenia. Na następny dzień bowiem zaplanowaliśmy powrót do domu, czyli ze Świnoujścia jakieś 600 km do zrobienia w 1 dzień :). Ja zatem postanowiłem koncert obserwować z dystansu, w dodatku w pozycji siedzącej (co wcale nie było łatwe - dopiero budził się we mnie ból karku po zabawie dzień wcześniej), natomiast Ronnie swoim zwyczajem udał się w samo jądro żywiołu, jaki panował pod sceną na kolejnym koncercie Kultu!

Podobnie jak w Łebie, supportem był "katolicki" zespół rockowy The Calog, który swoim graniem potrafiłby uśpić nawet paranoika. Była jednak drobna rzecz, która mnie w ich koncercie ujęła, jako że jestem perkusistą :) - mianowicie rytmiczne zabawy z publiką. W środku piosenki opartej na standardowym 4/4 wokalista kazał publiczności klaskać, i w czasie gdy ona klaskała do tego metrum, perkusista zmieniał je na 3/4. Taka drobnostka, a cieszy :).

Koncert Kultu jak zawsze że tak powiem rozbuchany do granic możliwości. Oczywiście żadnych wron i niedźwiedzi, tylko normalny, prawie 3-godzinny, 32-utworowy set. W dodatku lekko różniący się w porównaniu do tego z Łeby! To dopiero zaskoczenie, tym bardziej, że gitarzysta Kultu na kilkanaście dni przed tą mini-trasą uległ wypadkowi i na wiośle mieliśmy muzyka tymczasowego. Nie, żeby utwory Kultu były jakieś specjalnie trudne do opanowania, ale ich ilość może już zatrważać :). Zresztą doszło do paru zabawnych sytuacji, gdy gitarzysta zaczynał grać nie to, co trzeba i Kazik musiał go prostować :).

Ja natomiast, w doborowym towarzystwie hehe, usadowiłem się w strategicznym miejscu między sceną i plażą, tak że przerwy między utworami wypełniał szum morskich fal :). Dodatkową atrakcją były pokazy ogniomistrzów (ogniomistrzy? :)). No i spokojne sączenie browarka... I gwieździste niebo... A potem mocny kopniak w głowie i twarde lądowanie na ziemi przy piosence Polska :)

Oczywiście przy takich utworach jak Baranek czy Wódka aż chciało się pobiec pod scenę, ale jednak rozsądek zwyciężył. Jakbym również ten koncert spędził tam gdzie spędziłem dwa poprzednie, chyba do domu odwożonoby mnie ambulansem :). Bół karku po świnoujskim (jest takie słowo? :)) koncercie Heya i potem całym dniu spędzonym w aucie (bo oczywiście musieliśmy w pobliżu domu lekko się zgubić hehe) skrajny ból karku i okolic utrzymywał się przez ponad tydzień. Na szczęście w pogotowiu był bliskie mi osob(niczki)y i ból uśmierzano przeróżnymi sposobami :).

Koniec pięknego pobytu nad morzem, ale nie koniec wakacji!

www.000webhost.com