HEY
27.08.2006
Targowica
Warka
____________________

GALERIA

SETLISTA
____________________

POWRÓT

GUESTBOOK

 

RELACJA

Kot
25.09.2006

Do Warki pędziliśmy na złamanie karku. Oczywiście nieszczególnie wcześnie się wybraliśmy (trzeba było wypocząc po koncercie Gilmoura), do przebycia mieliśmy kolejne setki kilometrów a do tego trzeba było się przebić przez całą Warszawę. Podróż pełna była zwątpień i negatywnych emocji, pod Warszawą o mało nie doszło do kolizji, a żeby tego było mało, władowaliśmy się w niezły korek. Ponadto nie wiedzieliśmy dokładnie jak dojechać do Warki, a było już ciemno.

Tak więc bardzo ciemna noc, wąska niepomalowana pasami i kompletnie nieznana mi droga, trudne do wyprzedzenia autobusy i minuty nieubłaganie uciekające na zegarku. Na stronie Heya widniało, że koncert zacznie się o 21.00, a o tej godzinie my dopiero wyjeżdżaliśmy z Warszawy. "Uszami wyobraźni" słyszałem już, jak zaczyna się SOS, a my tu siedzimy w aucie i niewiemy nawet czy zdążymy na połowę koncertu.

W końcu dotarliśmy, nie pamiętam już dokładnie o której, ale może z 20-30 minut po 21.00. Gdy zbliżaliśmy się do miejsca imprezy, z ulgą odetchnęliśmy, że to co słychać, to muzyka grana na żywo, ale nie przez Heya. Okazało się, że trwał dopiero koncert supportującej grupy Goya (bodajże). Mieliśmy więc dużo czasu, by spokojnie znaleźć miejsce do zaparkowania, wypić po browarku i wbic się pod scenę.

Impreza robiła duże wrażenie. Okazało się że Warka potężniejszym browarem od Żywca jest i lepsze imprezy robi. Scena naprawdę okazała, największa spośród tych "piknikowych", jakie mieliśmy okazję widzieć tego lata. Ponadto rewelacyjne nagłośnienie - koncert było słychać chyba w całym miasteczku :). Do tego umiejętnie prowadzona chałtura przez Irka Bieleninika - jeśli w ogóle można to czynić z klasą, to w jego wykonaniu takie właśnie było. Zabawne, pełne żartów politycznych i drwienia z uczestników konkursów scenicznych. Coś z Wojewódzkiego, coś z Majewskiego, ale w stylu Bieleninika.

Ludzi było naprawdę dużo. Kilka ładnych tysięcy spokojnie kręciło się po okolicy. Przy czym wiadomo, jaka to była publiczność - bynajmniej nie Heyowa, w większości. Taka, na którą się lepiej krzywo nie patrzeć :). Wśród atrakcji wyróżnić można możliwość skoku na bungee, z której to opcji Warczanie (bo jak inaczej nazwać mieszkańców Warki?) skrzętnie korzystali. Były nawet skoki topless w wykonaniu pań, ale pytam się jaki to ma sens, jeśli się trzyma splecione z przodu ręce?

Pomimo liczebnie już zebranej publiczności, udało nam się tradycyjnie bez większych problemów dostać pod same barierki. Koncert Heya bezpośrednio poprzedzał konkurs karaoke prowadzony przez wspomnianego już Irka Bieleninika. Trochę śmiechu było i nawet publiczność żywo reagowała, a każdy prawie uczestnik został porządnie wyszydzony :). Wiedzieliśmy już że czeka nas świetny koncert - przy takim nagłośnieniu nie mogło być inaczej. Postanowiliśmy porządnie sobie odbić pełną stresu i konsternacji (a także małego niebezpieczeństwa) podróż.

Zaczęło się podobnie jak w Sopocie - Listem. Kawałek świetnie się sprawdza na początek setu. Kasia była w wyśmienitym humorze, i na przykład o ile na koncercie w Sopocie, jakkolwiek rewelacyjnym, mówiła bardzo niewiele, tak teraz prawie po każdym utworze mieliśmy jakąś dłuższą wypowiedź. Oczywiście, jak ja ich nazywam, "fani Teksańskiego" już od samego początku w każdej przerwie skandowali tytuł właśnie tego kawałka, co wyraźnie irytowało Kasię, która w bardzo subtelny sposób sobie z nich drwiła (np. przed Byłabym, utworem bezpośrednio poprzedzającym Texana: "Jeszcze tylko 3 minuty i 15 sekund dzielą nas od upragnionego Teksańskiego!").

Nie obyło się także bez rewelacyjnej niespodzianki w secie. Po Antibie, kiedy to zespół zwyczajowo gra Where Is My Mind? i ew. Dolly, które kończą główny set, Kasia zapowiadając kolejny utwór wspomina o niedawno oglądanym przez nią akustycznym koncercie Heya z 1993 roku na TVP Kultura i o "mizernie wykonanym kawałku, który trzeba wykonać porządnie". Tym kawałkiem okazały się być... Misie! Niesamowita niespodzianka, świetne wykonanie, zdecydowanie najlepsza piosenka tego wieczoru!

Niestety, punktualnie na północ przewidziany był zwyczajowy pokaz fajerwerków, więc starczyło już czasu tylko na dwa bisy. Padło na sprawdzone hity: Zazdrość i Moja I Twoja Nadzieja. Zabrakło kilka utworów, ale obecność Misiów w pełni zrekompensowała tą stratę.

Pod koniec gigu miała miejsce jeszcze jedna przykra sytuacja - doszło do bójki pod sceną, nie obyło się bez ostrej ingerencji ochroniarzy i karetki. Gość nieprzytomny leżał na betonie, jego dziewczyna zapłakana nie wiedziała co ma robić, spakowano go do ambulansu, który odjechał na bok i tam chyba dosyć długo próbowano go reanimować. Niewiem, jak ta historia się skończyła, ale przykre jest to, że ludzie nie potrafią przyjść na koncert i normalnie się pobawić.

Niestety skutkiem tego incydentu, wzmożona ochrona pilnowała wejścia za kulisy, więc nie udało się tym razem meet & greet. Weszli jacyś ludzie z balonikami i pluszowym misiem (kilka dni później Kasia obchodziła urodziny, pewnie o to chodziło). Dobrze wiedzieć, że wyznacznikiem wpuszczania ludzi za kulisy jest to, czy się ma baloniki, czy nie.

Pomału udaliśmy się więc do auta i już bardzo spokojnie i powoli odjechaliśmy w kierunku Warszawy...

000webhost logo