HEY
21.07.2007
Szrenica
Szklarska Poręba
____________________

GALERIA

MEET & GREET

SETLISTA
____________________

POWRÓT

GUESTBOOK

 

RELACJA

Kot
08.08.2007

Dzień 21 lipca rozpoczął się drogą powrotną z Jarocina. We Wrocławiu byliśmy ok. 4:30 nad ranem. Po zaledwie czterech godzinach snu pobudka - rano miałem do odbycia ważne spotkanie. Potem szybkie pakowanie i droga do Wałbrzycha. Tam obiad i jeszcze pół godziny drzemki... Po to by wczesnym wieczorem wyjechać w kierunku Szklarskiej Poręby.

Wyjeżdżając z Jarocina miałem wrażenie, że muszę dokończyć to, co zostało brutalnie przerwane przez pogodę. A był to jubileuszowy koncert zespołu Hey z okazji 15-lecia istnienia. Niedosyt, który odczuwałem po przedwcześnie skończonym koncercie musiał został zaspokojony.

Oj, dawno nie było mnie w Szklarskiej. Warto było sobie przypomnieć niepowtarzalny klimat tego małego, urokliwego, górskiego miasteczka. Wąskie uliczki poplątane ze sobą w przedziwnych konfiguracjach, zarówno horyzontalnych, jak i wertykalnych, do tego kupa ludzi - i zupełnie nieodczuwalny tłok. Jakoś tak fajnie tam było, że aż to było dziwne.

Koncert miał odbyć się na parkingu pod Szrenicą. Profilaktycznie auto zostawiliśmy na samym dole - okazało się, że była to dobra decyzja, bo gdy wchodziliśmy na górę wąską uliczką, w przedziwną stronę popędził wóz strażacki. Niewiem, jak byśmy się wyminęli, a ze względu na ograniczoną widoczność niewiem, czy nie skończyło by się czołówką.

W końcu dotarliśmy na miejsce. W Szklarskiej odbywała się właśnie impreza pod szyldem Weekend z Adrenaliną - Hey był gwiazdą sobotniego wieczoru. Trzeba przyznać, że dla spragnionych wrażeń przygotowano wiele atrakcji, jak chociażby bungee, umiejscowione niedaleko sceny. Kurde, może się kiedyś skuszę.

Ludzi było sporo, ale tak jak napisałem powyżej, jakoś specjalnie to nie przeszkadzało, jak to czasem bywa. Może dlatego, że panowała ogólnie rzecz biorąc kultura. Dużo młodych ludzi, bawiących się jednak w inny sposób niż to bywa na typowych festynach. Koncert Hey zgromadził pod sceną wielu widzów, którzy wprawdzie widać, że w większości nie byli fanami, to jednak tłumnie słuchali występu z zainteresowaniem do samego końca. A pod samymi barierkami bawiła się garstka fanów, którzy znają temat. W tym i my.

Tego wieczoru panowała w Szklarskiej znakomita atmosfera. Po prostu. Było ciepło, słonecznie, ludzie byli uśmiechnięci. Udzieliło się to chyba Heyowi. Zespół sprawiał wrażenie podwójnie naładowanego energią po wczorajszym połowicznym sukcesie, co nawet zauważył konferansjer, zapowiadając ich przed wyjściem na scenę.

Zaserwowano nam znaną już z koncertów juwenaliowych setlistę, wzbogaconą jednak kilkoma niespodziankami - starymi hitami w nowych aranżacjach, przygotowanymi specjalnie na koncert w Jarocinie. Mowa o piosenkach Eksperyment i Niekoniecznie o Mężczyźnie, które brzmią naprawdę fajnie, wesoło w nowych wersjach.

Reszta setu też dobrana była świetnie. Chyba nawet lepiej, niż podczas zeszłorocznych letnich koncertów, gdzie dominowały jeszcze kawałki z Echosystemu. Teraz było już ich wyraźnie mniej, a zostało właściwie wszystko to, co najlepsze po jesiennej, zimowej i wiosennej trasie. Była więc genialna Wczesna Jesień, która obecnie stała się chyba absolutnie najlepszym punktem każdego koncertu, z genialnymi wokalizami Kasi i mocnym riffem w refrenach. Były Republikowe Telefony, które Hey gra od czasu koncertu poświęconemu pamięci Grzegorza Ciechowskiego, a które wyjątkowo dobrze wpasowały się w Heyowy repertuar. Były niezwykle klimatyczne Sio (jako otwieracz), Missy Seepy (od niedawna grana na koncertach, niedoceniona piosenka z music.music), bardzo smutne Mru Mru, Cudzoziemka z ciarowyzwalaczowym intrem i końcówką i wreszcie Z Rejestru Strasznych Snów, jeden z tych hipnotyzujących utworów Hey.

Były też ostrzejsze momenty, przy których ciężko było spokojnie ustać: [sic!], Muka czy W Imieniu Dam. Były też największe hity, wliczając Cisza, Ja I Czas, 4 Pory, Texana i Zazdrość (zespół wreszcie zrezygnował z aranżacji a'la 7 Nation Army). Ogólnie rzecz biorąc było wszystkiego po trochu, bardzo wyrównana lista. Niektórzy mogą narzekać, że mało starych kawałków, że mogliby grać więcej z tej jarocińskiej setlisty (ile ja bym dał, żeby móc usłyszeć Cudownie jeszcze raz na żywo...), ale może właśnie dobrze, niech ten Jarocin zostanie już taki jedyny i niepowtarzalny...

W Szklarskiej było pięknie... Trochę chaotyczna ta relacja, ale chaos był w mojej głowie podczas tego koncertu i ten tekst dość dobrze go oddaje :). Pojechałem tam, bo dokładnie tego potrzebowałem. Hey mnie nie zawiódł po raz kolejny, i znów podoba mi się tak samo, zanim znudził mi się pod koniec zeszłego roku, po 10 koncertach. W tym roku może tylu nie zaliczę. Poprzestanę na dziewięciu :).

Po koncercie zapowiedziany było pokaz pirotechniczny. Pomyślałem sobie, ile ja już to razy widziałem na festynach. Ale tym razem było zupełnie inaczej. W pełni profesjonalny pokaz z podkładem muzycznym, choreografią i... aranżacją, no niewiem jak to nazwać. Bomba po prostu, czegoś takiego nie widziałem.

A na sam koniec udało się spotkać z Kasią i pogadać chwilę o różnych sprawach. Kasia nie chciała uwierzyć, że dzień wcześniej byłem w Jarocinie :). Pogadaliśmy więc trochę o jubileuszowym koncercie i nowej płycie Kasi.

Wieczór był po prostu uroczy. Siedzieliśmy jeszcze trochę w tej Szklarskiej i patrzyliśmy, jak ludzie skaczą na tym śmiesznym bungee. Ja zacząłem uświadamiać sobie, że oto rozpoczyna się nowy rozdział w moim życiu. Niezły start.

000webhost logo