HEY
26.08.2007
Amfiteatr na Skarpie
Konin
____________________

GALERIA

SETLISTA
____________________

POWRÓT

GUESTBOOK

 

RELACJA

Kot
05.10.2007

Kolejny wakacyjny wyjazd na koncert Hey, to już taka letnia tradycja :). Poza tym grzechem byłoby się nie wybrać, po znakomitej zabawie na dwóch ostatnich koncertach - na jarocińskim jubileuszu i w Szklarskiej Porębie.

Tym razem Konin, trasę więc mniej więcej już znaliśmy, bowiem tak samo jedzie się na Jarocin. Niby nie jest to daleko, ale jednak fajnie jest mieć świadomość, że można się bawić bez ograniczeń, więc tym razem zadbaliśmy o nocleg. Jarocin pod tym względem był wykańczający, zwłaszcza ze względu na pogodę! To jest właśnie to ryzyko, jakie podejmuje się, uczestnicząc w koncertach na powietrzu.

Znalezienie Amfiteatru na Skarpie - bo tam odbywała się impreza - nie było trudne. Na festyn zeszło się chyba pół miasta - od dzieci w wieku przedszkolnym po ich babcie. Oczywiście ze wszystkim co możliwe, pomiędzy. Na szczęście było dużo ochrony i policji pilnującej porządku - było więc w miarę przyjemnie. Bez problemu zaopatrzyłem się więc w nieźle smakujące piwko. Fajnie, że można było wtaszczyć je sobie na teren imprezy. Usiedliśmy więc gdzieś na trybunach, by w spokoju poczekać na rozpoczęcie gigu.

Do tej chwili jednak trochę czasu zostało... Mieliśmy więc niepowtarzalną okazję napatrzeć się na przeróżnego rodzaju ciekawe scenki - np. jak burmistrz Konina pojedynkuje się z dyrektorką szkoły podstawowej o to, kto ułoży wyższą wieżę ułożoną z kartonowych pudeł. Na koniec można było swoje dzieło zburzyć. Cały Konin miał setny ubaw. A ja nie wiedziałem, czy śmiać się, czy płakać.

Sponsorem imprezy był Avans (który robił tego lata też trasę z Ich Troje, więc należy się cieszyć, że to nie krwistowłosy Michał W. był gwiazdą wieczoru), więc co chwila w jakimś konkursie rozdawano sprzęt AGD. Jakże urocza była scena, gdy dwóch wątpliwie radzących sobie z fuchą wodzirejów zapowiedziało, że trzy pierwsze osoby, które prześlą smsa z prawidłową odpowiedzią na pytanie: "Jakiego koloru są oczy burmistrza Konina?", otrzyma czajnik, czy inny toster. Siedząca przed nami staruszka czym prędzej wyjęła komórkę z kieszeni i z trudem trafiając w klawisze, rozpoczęła zawzięta walkę o nagrodę. Niestety, zanim skończyła pisanie, na scenie ogłaszano już zwycięzców.

Pod barierkami było mało miejsca, ponadto zaczęła gromadzić się tam gawiedź nieco młodociana. Bez większych problemów jednak przepchnęliśmy się pod same barierki, w strategicznej pozycji między Kasią a Marcinem. Gdy na scenie rozkładała się "stara baba", postanowiłem udać się na góre po jeszcze jedno piwo. Zdążyłem praktycznie na sam początek koncertu.

Hey zaczął, jak to miał w zwyczaju tego lata, od niezwykle klimatycznego Sio. To był piękny moment koncertu - stoję sobie w pierwszym rzędzie, dzierżę w łapce smakowity złocisty napój i delektuję się wspaniałym dźwiękami płynącymi ze sceny. Ciary jak na zamówienie pojawiły się plecach i od razu wiedziałem, że warto było pokonywać ponownie te setki kilometrów. Pomyślałem sobie, to jest to, właśnie po to tu jestem! :)

Zabawa na początku koncertu była wręcz euforyczna - po kilku utworach barierki przestały wytrzymywać i ochroniarze musieli w newralgicznych punktach pomagać je utrzymywać. Miejsce, w którym staliśmy, takim punktem nie było, gdyż sami radziliśmy sobie z "pilnowaniem porządku" :). Zaowocowało to wielką wygodą w swobodnym łamaniu zakazu robienia zdjęć, czego efekt możecie podziwiać w galerii.

Kasia była tego wieczoru olśniewająca. Uśmiechnięta, zadowolona, wesoła, rządziła sceną w swoim najlepszym stylu. Biła od niej taka specyficzna energia, która fascynowała. To było jakby 150% Nosowskiej.

Czekaliśmy z towarzyszącym mi Arkapą zwłaszcza na Eksperyment, który zespół od niedawna wykonuje na żywo w nowej aranżacji. Jego dotychczasowe miejsce w secie zajął bliźniaczy kawałek Niekoniecznie o Męźczyźnie, ale doczekaliśmy się także Eksperymentu - w bisach. Poza tym w segmencie bisowym usłyszeliśmy także dawno nie grane Is It Strange? - piękny utwór przywodzący skojarzenia z licznymi koncertami, które zaliczaliśmy ubiegłego lata. Na sam koniec zespół zaserwował List - idealne zwieńczenie świetnego koncertu.

Po gigu, jak to na festynach bywa, mogliśmy podziwiać pokaz fajerwerków przy akompaniamencie niezwykle irytującej tanecznej pioseneczki. W mig grono wypacykowanych laluń (którym w większości jeszcze sporo do pełnoletności brakowało, natomiast wyglądem niewiele im brakowało do wyzwolonych kobiet sukcesu spod latarni) poderwało się do spazmatycznych tańców. Trudno to było odróżnić od ataku epilepsji, współczuję jeśli ktoś chory dostałby podczas pokazu ataku, gdyż kompletnie nie wyróżniałby się z tłumu.

Na szczęście ochroniarze szybko wszystkich wyprosili, i wszelkie wątpliwości szybko się rozwiały. Niestety, nie udało się także spotkać z zespołem, ale tych i tak odbyliśmy już na tyle dużo, a poza tym i tak mieliśmy spotkać się w bardzo niedalekiej przyszłości...

Na zasłużony odpoczynek udaliśmy się do Lichenia Starego, gdzie czekał na nas nocleg w bardzo zadbanym domku. Następnego dnia skorzystaliśmy z okazji i spędziliśmy trochę czasu nad jeziorkiem, a potem zwiedziliśmy słynne sanktuarium. Sporo było do obejrzenia, a czasu niewiele - wizyta była więc krótka, ale i tak bardzo owocna. Kilka fotek - w galerii.

000webhost logo