BULDOG
20.09.2007
Alibi
Wrocław
____________________

BILET


GALERIA

SETLISTA

____________________

POWRÓT

GUESTBOOK

 

RELACJA

Kot
07.11.2007

To już trzeci koncert Buldoga, który zaliczyłem w tym roku. To dosyć dużo, zważywszy, że do tego momentu na Kulcie byłem tylko raz. Ale rzec trzeba, że Buldog wart jest tego, by odwiedzać go koncertowo. Tym bardziej, iż okoliczności znów były zupełnie inne, niż przy dwóch poprzednich razach.

Przypomnijmy, iż pierwszy koncert to był debiut sceniczny Buldoga w warszawskich Hybrydach - pierwszy koncert, na jakim byłem w tym roku. Miało to miejsce 6 stycznia. Setlista jednak, a co za tym idzie, także długość trwania koncertu, były dosyć krótkie, gdyż ograniczono się do stricte buldogowego materiału (który, jak wiadomo, na koncie póki co ma tylko jedną płytę).

Drugi raz to były wrocławskie juwenalia. A jak na juwenaliach jest, każdy wie. Raczej bezmyślna rozpierducha na wątpliwej jakości nagłośnieniu, niż chłonięcie koncertu w pełnym tego słowa znaczeniu. A takie chłonięcie było tym bardziej wskazane, gdyż z Buldogiem zmieszano Kazika solowego, a nawet KNŻ.

Dopiero zatem w Alibi miałem okazję, by w pełni doznać tej bardzo ciekawej koncertowej mieszanki. Poza tym był to mój pierwszy koncert w Alibi - klubie, w którym często odbywają się ciekawe koncerty, chociaż na codzień to regularna dyskoteka (zupełnie jak Hybrydy zresztą). Ale koncertowo wypadło nawet nieźle. Mały klubik, ale scena dosyć rozsądnie usytuowana i specyficzny klimacik. Zająłem strategiczną pozycję pod sceną z lewej strony - tuż przy Wietesce, którego wyjątkowo polubiłem. Bas w tym repertuarze potrafi nieźle rozbujać, a czasem nawet trzeba uważać, żeby głowa nie odpadła :).

Gig zaczął się podobnie jak ten w Hybrydach, chociaż niestety nie był to cytat z Brick House Commodores. Podobieństwo polega na tym, że najpierw grała sama perka, a potem stopniowo kolejni muzycy się przyłączali, a na koniec wszedł na scenę sam Kazimierz, by zaśpiewać nieopublikowaną piosenkę Kultu pt. Stara Ich Armada. Następnie usłyszeliśmy dobrze znaną z Buldogowej płyty Elitę rozpoczynającą się specyficznym intro na klawiszach. Następnie dosyć spokojnie: Kazikowe długie W Głębokim Dole i Los Się Musi Odmienić. Utwory naprawdę trochę się dłużyły - są trochę monotonne.

Trzeba przyznać, że przy tej liście, gig się rozkręcał bardzo powoli. Tempa nie zmieniło Buldogowe Jak Długo Jeszcze Czekać Będziemy. Następnie trzy piosenki z "Polską" w tytule: najpierw Kazikowe W Polskę Idziemy, potem Buldogowy V Rozbiór Polski (jeden z lepszych utworów na Płycie) i potem znów z solowego repertuaru Kazimierza: Polska Płonie. Wspomnę tutaj, że Kazik dość śmiesznie zapowiadał kolejne piosenki, za każdym razem cytując nie tylko tytuły, ale czasem nawet cały refren.

Następnie Czemu Wszyscy Wyjechali (jak dodał Kazik w zapowiedzi: "...na wakacje"). Tutaj Pewu wkracza do akcji, hipnotyzując charakterystyczną linią basu graną do stopy. Oglądając jego występ w Alibi doszedłem do wniosku, że szkoda, iż Piotr nie jest już częścią Kultu. Znaczy się, poniekąd jest, ale szkoda, że nie jako muzyk.

Koncert nabiera tempa i wreszcie coś prawdziwie energetycznego: Kazikowe Nie Mam Nogi ("...ukradli ją moi współtowarzysze, jeszcze ich mlaskanie słyszę"). Niestety, zaczynające się żenującym intrem made by kretyński DJ (jedyny element tego składu, który wywaliłbym bez wyrzutów sumienia na zbity pysk). Publiczność szaleje i śpiewa refreny: "Hej hej hej, hej hej hej, inni mają jeszcze gorzej".

Przechodzimy na dłuższą chwilę do Buldogowego repertuaru. Ona ma pH z nierównym podziałem, z którym zespół poradził sobie bez problemu i bez ani jednej pomyłki :). Potem - gwóźdź programu jak dla mnie, czyli "sponsorowany przez ZURT". Efekt jest taki, że mało co mi głowa nie odpada. Moim zdaniem to najlepszy riff na basie, jaki wymyślił Pewu. Aranżacja została trochę zmieniona - w chwilach, gdy saksofon gra melodię solo, cały zespół milknie. Fajne rozwiązanie, jednak powtarzane 3 razy zaczęło trochę nużyć. Następnie Będziesz z Nami ("...tego chcesz czy nie") Stranglersów.

Wracamy na moment do Kazikowego repertuaru i leci Maria. Następnie KNŻ i zcoverowany swego czasu przez nich I'm on the Top. Następnie znów dłuższa chwila z Buldogiem i lecą po kolei: Pali Się Moja Panno (moim zdaniem bardzo Kultowe), Pop Leży Krzyżem, Policja i Buldogowa wersja Piosenki Młodych Wioślarzy Kultu.

Przed przejściem do końcowej części setu, zespół musi się przestroić. Krótką przerwę wykorzystuje więc DJ i gra... Czy też raczej ODTWARZA... No niewiem jak to nazwać, coś debilnie dziwnego. W rytm tego czegoś wypacykowana część widowni zaczyna się bujać, obściskiwać i wzajemnie obśliniać. Spokojnie, hormonalni niezrównoważeńcy, po koncercie będzie wasza chwila.

Na szczeście nie trwa to na tyle długo, żeby nie dało się tego wytrzymać. W nagrodę za wytrzymanie tej żenady czeka nas niezła porcja czadu: Maciek, Ja Tylko Żartowałem z Kazika, to na dobry początek. A dalej to już mamy heavy metal w postaci KNŻ-tu: Legenda Ludowa i Tata Dilera (riff otwierający ten kawałek po prostu miażdży). Publika szaleje, ciała przelatują co chwila nad głowami lądując na scenie. Zabawna była walka, jaką Wieteska stoczył z ochroniarzami, którzy usilnie próbowali utrudniać fanom lądowanie na scenie. Wieteska stanął po stronie fanów, rozganiając nadgorliwą ochronę. Zabawnie to wyglądało. Kazik co chwila przybijał piątkę przylatującym ludziom. Niezła zabawa.

Potem krótka przerwa, a na bisy porcja coverów: Warhead i Guns of Brixton. Zabawa trwa do samego końca, jest naprawdę grubo!

Koncert był niezwykle udany, mój idol Wieteska na wyciągnięcie ręki i magiczny stan, w jaki wprawia basem. Koncert trwał trochę krócej, niż zwykle gra Kult - bo 2 godziny. Ale mi to w zupełności wystarczy, energii, zwłaszcza w drugiej części setu, było mnóstwo. No i udało mi się zgarnąć setlistę ze sceny, którą możecie podziwiać obok :).

www.000webhost.com