HEY
14.12.2007
WFF
Wrocław
____________________

BILET

GALERIA

SETLISTA
____________________

POWRÓT

GUESTBOOK

 

RELACJA

Kot
16.01.2008

To już drugi gig Hey zaliczony w ramach trasy 92-07. Dla porządku przypomnę, że trasa była dla zespołu sposobem na uczczenie jubileuszu 15-lecia istnienia, co nie w pełni udało się na jarocińskim gigu.

Wiedziałem już mniej więcej czego się spodziewać, gdyż niecały miesiąc wcześniej uczestniczyłem w poznańskim koncercie. A Hey rzadko zmienia setlistę w trakcie trwania trasy. Tym razem jednak okazało się, że warto było zobaczyć dwa przedstawienia z tego samego cyklu, gdyż zespół przygotował na ten wrocławski wieczór kilka niespodzianek!

Po kolei jednak. WFF to sprawdzone miejsce na zabawę wśród dźwięków rodzimych gwiazd, byliśmy tu na Heyu rok temu, byliśmy na Nosowskiej w październiku i za każdym razem było nieźle. Samo miejsce tworzy specyficzny klimacik - na czele z moją ulubioną stęchlizną. Poza tym było bardzo "rodzinnie" - zarówno przed, jak i po koncercie spotkaliśmy mnóstwo znajomych, hmm cóż głównie były to jednak fanki muzyki Hey :). Trudno było jednak spokojnie przejść np. do holu po piwo, czy nawet do toalety, by nie nawinęła się jakaś znajoma twarz. Miło!

Warunki dobre, to też wiemy - WFF nie zawodzi jeśli chodzi o oprawę świetlną gigów, a i warunki akustyczne są naprawdę przyzwoite jak na tych rozmiarów salę. Rok temu z przyczyn ode mnie niezależnych musiałem wszystko to podziwiać z pewnej odległości. Postanowiłem więc nadrobić zaległości... Poza tym - u licha, w końcu to ostatni gig tego roku! - należało więc porządnie wyszaleć się pod sceną.

Co zostało zamierzone, zostałe później uczynione. Pod sceną także spotkaliśmy przyjaciół - było więc naprawdę wesoło. I gorąco także, wiadomo wszakże, że w WFF ludzie bawią się dobrze. Przednia zabawa trwała więc od samego początku do samego końca, a na bisach było nawet jeszcze lepiej, bo gdy zrobiło się luźniej, było zdecydowanie więcej miejsca do tańcowania. Poza tym wyniosłem rekordową chyba liczbę "pływających" ludzi. Ani razu nie obrywając butem! Sukces :).

Nie będę omawiał po kolei całej listy i aranżacji, gdyż zrobiłem to przy okazji poznańskiego gigu. Zainteresowanych szczegółami odsyłam do relacji. Pierwszą zmianą było odkrojenie kawałka z Pytajnika - Gdy Mnie Sen Zmorzy. Trochę szkoda, bo fajny kawałek. Bardzo pozytywną niespodziankę otrzymaliśmy jednak, gdy przyszedł czas na Karmę. Nie było Kataszy, nie było to Sio... Dostaliśmy O Szuszeniu! W rewelacyjnej, akustycznej wersji - Kasia zaśpiewała jedynie przy akompaniamencie Marcina (zupełnie jak Ja Sowa/Ho kiedyś). Trzeba przyznać, że kawałek wypadł fantastycznie i był to z pewnością jeden z najjaśniejszych fragmentów gigu.

Z płyty [sic!] zabrakło natomiast Manto. Tutaj akurat strata nie jest aż tak dotkliwa. I tak słyszeliśmy ten kawałek często w regularnych setlistach ostatnich lat. Zabrakło także otwierającej część Echosystemową piosenki Mimo Wszystko. Reszta głównego setu już bez zmian.

Kolejna niespodzianka czekała w bisach. Tym razem na scenie pojawili się jedynie Kasia i Paweł. Wykonali razem piosenkę So Real, a pod sceną słuchał jej wraz z nami Bob :). W ostatniej części usłyszeliśmy jeszcze Niekoniecznie o Mężczyźnie. Na sam koniec zespół zagrał wyproszoną przez publiczność Chyba.

Koncert świetny - to było bardzo dobre zwieńczenie jakże udanego roku 2007. Roku, który niewątpliwie należał do Hey, który nieźle szalał świętując swoje 15-lecie. Przypomnijmy - najpierw niesamowity gig w Jarocinie latem, a później fenomenalny koncert w Romie, który odniósł olbrzymi sukces jako nowa płyta Hey (pierwsze miejsce w większości rankingów na najlepszą płytę rockową w Polsce). Wyszalałem się i jednocześnie naładowałem baterie na kolejny, 2008 rok, który będzie jeszcze bardziej intensywny!

000webhost logo