EWA FARNA
04.05.2013
Amfiteatr
Brzeg
____________________

GALERIA

MEET & GREET

SETLISTA
____________________

POWRÓT

GUESTBOOK

 

RELACJA

Kot
28.05.2013

Brzeg to w moim życiorysie miasto wręcz kultowe. Miło więc było odwiedzić dobrze znane z dawnych lat rewiry i wybrać się na koncert poczciwej Ewuni w ramach obchodów Jubileuszu Wielkiego Księstwa Brzeskiego, czy coś takiego. Na venue na kilkudniową imprezę wybrano amfiteatr, który bardzo pozytywnie zaskoczył pod prawie każdym możliwym aspektem.

Przede wszystkim, gabarytowo wydawało się że jest akurat w sam raz. Większość Brzegowian i kilka przyjezdnych się zmieściło i nie było żadnego ścisku. Dość powiedzieć, że wbiliśmy prawie pod samą scenę na zaledwie kilka minut przed rozpoczęciem gigu. Pierwszy rząd zajęty przez 13-letnie dziewczynki, a rodzice siedzą sobie na trybunach. Mówiąc krótko - wszystko widać. Do tego dużo przestrzeni osobistej i można sobie bez problemu w kluczowych momentach poskakać.

A tych kluczowych momentów kilka było. Co jednak zaskoczyło najbardziej pozytywnie już na samym początku, to świetne nagłośnienie. Byłem już na paru dniach wsi i przywykłem do nagłośnienia tak mocnego, że byle wiaterek zniekształca dźwięk przekształcając go w mp3-jkę o bitrate 32 kbps. A tu elegancko. Bardzo selektywnie, słychać każdego muzyka (a w zespole Ewy warto wszystko słyszeć), jest mięsko na stopie i basie, wokal oczywiście bardzo z przodu, ale to w końcu Ewa, tak ma być. EWAkuacja w końcu zabrzmiała jak trzeba, a nie jak Whiplash :)

Dobrze było też sobie przypomnieć, jak genialnie Ewunia wypada na swoich własnych koncertach. Ostatnio było jej pełno w mediach i można było odczuć już lekki przesyt jej występami we wszelkiej maści Idolach. A tutaj Ewa w swoim żywiole, śpiewa piosenki ze swoich płyt, widać że to jest to co lubi robić najbardziej i gdzie pokazuje prawdziwy pazur. Tego wieczoru wokalnie wypadła wspaniale. Zawsze mnie zachwyca na żywo, ale też mam wrażenie, że stale pracuje nad swoim głosem i za każdym razem wypada nieco lepiej niż poprzednio.

Tym razem było podobnie. Nawet na niezbyt lubianej przeze mnie piosence, Nie jesteś wyspą, popisała się kilkoma fantastycznymi, ciarotwórczymi wokalizami. Później usłyszeliśmy stareńkie Tam gdzie nie ma dróg, odświeżone przy okazji koncertu osiemnastkowego. Prawdziwa erupcja zabawy nastąpiła jednak na Bez łez. Bez zapraszania dzieci na scenę, bez udziwnień, pełna energia.

Potem mieliśmy Uwierzyć, które zawsze mnie porusza. Jakoś tak dziwnie akurat przy tej piosence zawsze wsłuchuję się w tekst i jednak trzeba przyznać, że przy takim delivery robi wrażenie. Dalej moje ulubione Nie chcę się bać - kolejny moment na pokazanie pazura.

Następnie Ewa na chwilę zeszła ze sceny i zespół dał nam instrumentalny przedsmak materiału z nowej płyty. Było nowocześnie - ciężko i dubstepowo. Nie przeszkadza mi to zupełnie, będzie fajna płyta.

Z ciekawszych momentów warto jeszcze wspomnieć, jak w trakcie Nie Przegap Ewa wspięła się całkiem wysoko na maszt i stamtąd śpiewała całą piosenkę. Jeden tylko ochroniarz się uważnie przyglądał temu, co ona wyczynia, a tak to wydawało się, że różnie się to może skończyć. Zwykle na tej piosence Ewa wychodziła "w tłum", ale tutaj nie pozwoliła na to konstrukcja amfiteatru, a dokładnie dosyć głęboka fosa oddzielająca scenę od publiki. Przez to też scena była trochę daleko od barierek, ale za to był telebim i nawet kamera na ramieniu. Więc prezentacja mimo wszystko na plus.

Podobało mi się też, że darowano sobie segment akustyczny z nieco przynudnawymi Dmuchawcami. Wprawdzie La la laj ze zwyczajowymi wygłupami się pojawiło, ale zagrane w wersji full band jednak prezentuje się zupełnie inaczej. Z kolei Ogień we mnie było wydłużone chyba do 10 minut i w trakcie piosenki Ewa przedstawiła cały zespół, były także zwyczajowe popisy solowe.

Przed bisem ktoś przyniósł i położył na scenie kilka kartek, na których było napisane "Show Must Go On acapella". Ewa, mimo wyraźnego niezadowolenia Honzy, zgodziła się. No i tutaj pokazała po raz kolejny, że zalicza się do tych wokalistów, którzy bez akompaniamentu potrafią pozamiatać pięknym wykonem. Nie powiem, ścisnęło mnie za gardło i na pewno nie tylko mnie.

Na sam koniec był mega spokojny i piękny Deszcz - chociaż w Brzegu tego dnia pogoda była naprawdę korzystna. Słonecznie, ale nie za gorąco, w sam raz na koncert pod gołym niebem. Po gigu wraz ze zgrają małych dziewczynek postanowiłem na Ewę poczekać, aby zatankować nieco energii, a słit focię upamiętniającą ten chlubny moment możecie podziwiać w galerii.

Był to zdecydowanie jeden z najlepszych gigów Ewy, na których byłem. Przyzwoicie długi set, bez udziwnień, świetne wokalizy, świetne sola. Zajawka nowego materiału daje radę - czekamy na krążek. Jedyne co można Ewie zarzucić to pewna niedbałość o wizualia - trochę się to rzucało w oczy. Ale muzycznie było przepysznie. Tak oto zamyka się pewien rozdział w Kotontourowych wojażach - a już niebawem, bo 1 czerwca, otworzy się kolejny...

 

 

blog comments powered by Disqus