CHARLI XCX
30.10.2014
Heaven
London
____________________

GALERIA

SETLISTA
____________________

POWRÓT

GUESTBOOK

 

RELACJA

Kot
26.01.2015

Niewielu artystów już przy drugim albumie tak drastycznie zmienia styl, że pierwsi fani czują się zdradzeni. Gdy zaczęły pojawiać się pierwsze piosenki z nowego albumu Sucker, grupka rozczarowanych "starych" fanów zaczęła domagać się powrotu starej, mrocznej Charli i oskarżać ją o "sprzedanie się". Stało się to chyba w rekordowym tempie, biorąc pod uwagę, że True Romance ukazało się zaledwie rok wcześniej. Obserwując reakcje licznie zgromadzonej w klubie Heaven publiczności wnioskuję jednak, że ostatnimi dokonaniami Charli zjednała sobie znacznie więcej nowych fanów. Ewentualnie ci starzy ostatecznie pogodzili się ze zmianą.

Już przy otwierającym zarówno koncert, jak i płytę tytułowym kawałku Sucker można było bowiem doświadczyć niesamowitej dedykacji ze strony fanów. Pomimo, że piosenka jeszcze się nie ukazała (data koncertu była bowiem podporządkowana pierwotnemu terminowi ukazania się płyty; tę jednak przesunięto na przełom 2014/2015, koncert jednak mimo to odbył się), wszyscy zdawali się doskonale znać tekst. Chociaż to nie jest być może wielkie osiągnięcie, biorąc pod uwagę nieskomplikowany refren: "You said you wanna bang/Well... Fuck you, sucker!" Ten tekst brzmiałby pretensjonalnie w ustach większości koleżanek po fachu, jednak trudno o bardziej adekwatną introdukcję osoby, z którą mamy do czynienia.

Nowa Charli XCX jest bowiem bezkompromisowa. Wali prosto między oczy i wiesz, że nie chcesz z nią zadzierać, jeśli nie chcesz oberwać. Ale jeśli jesteś po jej stronie, jest spora szansa, że będziesz się z nią bawić doskonale.

Mimo, że bardzo brakowało mi moich ulubionych piosenek z True Romance, w postaci genialnego Nuclear Seasons i You're the One (tą pierwszą miałem jednak przyjemność usłyszeć przed Paramore w Wembley Arena rok wcześniej), koncert bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Specjalnie pomijałem online amatorskie nagrania z wcześniejszych występów na żywo, chciałem bowiem zapoznać się z nowym materiałem "własnousznie" (nie licząc oczywiście już wcześniej opublikowanych singli). Nowy materiał to Charli z nowym pomysłem na siebie. Jest to doskonały przykład artystki, której szufladkowanie zdecydowanie szkodzi. Czysto technicznie mamy więc do czynienia z piosenkarką pop. Mimo to ze sceny atakowała mnie szorstka, bezkompromisowa energia koncertu punkowego.

Bluźniercze skojarzenie? Wcale nie, w dodatku jak najbardziej uzasadnione. Już w drugim na setliście Breaking Up agresywnej i zaczepnej Charli wtóruje wybitnie punkowy motyw gitarowy oparty na power chordach i upbeatowy rytm perkusji. Mamy do czynienia z dobrze wyprodukowanym i brzmiącym zawodowo koncertem, dużo elementów muzycznych jest syntetycznych, ale trzon - główny głos i rockowy zestaw instrumentów - gitara, bas, perkusja - są organiczne i nagłośnione tak, aby dawały po głowie, a nie ginęły gdzieś w zamulonym miksie.

Warto nadmienić, że przed wejściem znajdowała się duża kartka z ostrzeżeniem, że gig jest profesjonalnie filmowany. Rzeczywiście, było kilka kamer, naliczyłem bodajże z siedem. W momencie pisania tej relacji nic jeszcze się nie pokazało, ale liczę na to, że gig zostanie opublikowany w jakiejś formie, może jako bonusowe live DVD do brytyjskiego wydania Sucker?

Na składającą się z 18 piosenek setlistę złożyły się głównie piosenki z nowego albumu, ale True Romance także było reprezentowane przez Black Roses, Lock You Up, Stay Away, You (Ha Ha Ha) i Grins. Jak już wspomniałem wcześniej, wybrałbym trochę inaczej, ale widocznie uznano, że te utwory bardziej będą pasować pod obecny repertuar.

Nie zabrakło także piosenek, które Charli XCX napisała i wykonała z innymi artystkami, a stały się wielkimi hitami: przede wszystkim I Love It znanego z wykonania Icona Pop oraz Fancy z duetu z Iggy Azalea. Ciekawostką był odpowiednio zmodyfikowany cover utworu Money z repertuaru Barretta Stronga. Jednak najbardziej żywiołowo przyjęte zostały ostatnie hity Charli: promujące nowy album Break the Rules oraz kawałek promujący film The Fault In Our Stars. Tutaj publiczność skrajnie świrowała, ale nie ma co się dziwić, Boom Clap słychać ostatnimi czasy dosłownie wszędzie.

Mi osobiście przypadły jednak inne utwory: poza ujmująco nieetycznym Sucker, ramonesowym Breaking Up, przykuł moją uwagę także dobrze bujający Famous, który brzmi jak coś wyjętego wprost z repertuaru Cyndi Lauper. Nie odstawały zanadto dynamiczne London Queen, brzmiące jak utwór nagrany przez garażowy zespół dla wytwórni indie; czy świetnie bujające Gold Coins, które zamknęło główny set, zostawiając miejsce dla wybuchowego bisu w postaci Fancy i Boom Clap.

Niby 18 piosenek, ale koncert trwał zaledwie godzinę - piosenki mają po 2-3 minuty, a koncert pozbawiony był elementów sztucznie wydłużających czas, typu niekończące się wokalizy czy zabawy z publicznością. I bardzo dobrze, bo tutaj to by nie pasowało. Charli atakuje szybko, znienacka i wali prosto między oczy. I jest przy tym tak bad ass, jak to tylko możliwe dla piosenkarki pop, która musi zmagać się na listach przebojów z przepotężną nową Taylor Swift czy wciąż popularną Katy Perry.

Tą ostatnią zresztą Charli będzie w 2015 roku supportować - grzechem byłoby więc się nie wybrać na dwa znakomite koncerty - widzimy się więc z paniami 23 lutego w Pradze. A do tego czasu żegnam się serdecznym: FUCK YOU, SUCKER!!!

 

blog comments powered by Disqus