ALL KINGS AND QUEENS
08.06.2015
Hoxton Bar & Kitchen
London
____________________

GALERIA

SETLISTA
____________________

POWRÓT

GUESTBOOK

 

RELACJA

Kot
15.12.2015

Na mój drugi koncert All Kings and Queens wybrałem się zaledwie 12 dni po pierwszym. Podobnie jak poprzednio, nie był to występ headlinowy, spodziewałem się więc występu o podobnej długości jak poprzednio. Gabriella z bratem Josephem tym razem wystąpili w sympatycznym venue zwanym Hoxton Bar & Kitchen, w którym jak sama nazwa wskazuje, można nie tylko posłuchać dobrej muzyczki na żywo, ale także wypić drinka i zjeść coś dobrego.

Pomimo posiadania także części restauracyjnej, venue to posiada zdecydowanie lepszą salę koncertową, niż opisywany przeze mnie poprzednio Notting Hill Arts Club. Mimo że ten drugi znajduje się w teoretycznie lepszej dzielnicy, a jego nazwa brzmi bardziej zachęcająco, to jednak Hoxton jest dużo lepiej przygotowanym do koncertów miejscem.

Przede wszystkim, sala jest większa, zarówno szersza, jak i dłuższa. Poza tym zawiera scenę z prawdziwego zdarzenia, odpowiednio podwyższoną, do tego jest profesjonalne nagłośnienie i oprawa świetlna. Mimo to, gig był znów skrajnie kameralny, zjawiło się zaledwie kilkadziesiąt osób. Dało to pełną swobodę przemieszczania się po całym pomieszczeniu i zrobieniu zdjęć z różnych perspektyw, co nie zdarza się na każdym gigu. Nie było także problemu, by podejść pod samą scenę, z czego oczywiście skrzętnie skorzystałem.

Mimo że na scenie znajdowała się perkusja, zespół pojawił się tym razem bez czarnoskórego bębniarza, a więc wykorzystano ścieżkę z podkładem perkusyjnym. Oprócz tego skład bez zmian - Gabcia na wokalu, Joseph na gitarze i komputerze, plus znany jeszcze z poprzedniego składu Gabrielli basista. Muzycy zaprezentowali dokładnie ten sam repertuar, co poprzednio, a i w aranżacjach przez tak krótki czas nic się nie zmieniło. Nie będę więc rozpisywał się po kolei na temat każdego kawałka, gdyż uczyniłem to przy okazji poprzedniej relacji.

Z porządku nadmienię jednak, że zespół wykonał sześć kompozycji, w tym pięć autorskich: Animals, Flood, Cherry Red, Push, The Beach oraz jeden cover: Personal Jesus z repertuaru Depeche Mode. Nowa, przebojowa piosenka Voodoo opublikowana została nieco później, najwyraźniej w chwili grania tego cyklu koncertów nie była jeszcze gotowa. A szkoda, bo chętnie usłyszałbym ją na żywo.

Mimo skromnej liczebnie publiczności, muzycy dali z siebie wszystko, a Gabcia, podobnie jak poprzednio, była w znakomitym humorze, czuła się na scenie bardzo swobodnie i widać było wielką radość z możliwości wykonywania nowego repertuaru napisanego wspólnie z bratem. To była prawdziwa przyjemność oglądać ją na scenie najzwyczajniej w świecie szczęśliwą, po tych wszystkich nieprzyjemnych przejściach, które stały się jej udziałem przy okazji promocji drugiej płyty. Cały czas powtarzała mi się w głowie jedna myśl: "Jak to dobrze, że ona nie zrezygnowała z muzyki".

Czułem jednak spory niedosyt, gdyż sześć niedługich piosenek, wykonywanych jedna po drugiej niemal bez żadnych przerw, złożyły się na zaledwie 30-minutowy występ. Chciałoby się więcej, bo ciężko było oprzeć się wrażeniu, że pod koniec muzycy dopiero zaczęli się rozkręcać, a atmosfera dodatkowo zrobiła się naprawdę gorąca podczas kończącego set skocznego kawałka zatytułowanego The Beach.

Z niecierpliwością czekam zatem na kolejne utwory, najlepiej w formie pełnoprawnego krążka i z przyjemnością wybiorę się na kolejny koncert w 2016 roku. A póki co, muszę zadowolić się miłymi wspomnieniami z dwóch londyńskich mini-gigów i wczesnymi wersjami studyjnymi piosenek Animals i Voodoo.

 

 

blog comments powered by Disqus