CHARLI XCX
10.09.2015
Future Undeground
London
____________________

GALERIA

SETLISTA
____________________

POWRÓT

GUESTBOOK

 

RELACJA

Kot
29.03.2016

Już myślałem, że na Reading Festival miało miejsce ostatnie moje spotkanie z Charli w cyklu Sucker, przynajmniej na jakiś czas. Aż tu nagle 8 września pojawiła się informacja, że zagra ona jeszcze jeden koncert w Londynie - 2 dni później, na mini festiwalu pod szyldem Red Bull, zwanym Future Underground. Sama Charli zapowiedziała, że będzie to ostatni koncert promujący album Sucker w Londynie i pewnego rodzaju pożegnanie z tą erą, po czym nastąpi przerwa w koncertowaniu mająca na celu umożliwienie ukończenia prac nad kolejnym albumem.

"Darmowe" bilety rozdawano na Twitterze i oczywiście zdobyliśmy je bez problemu. Chociaż nie były tak do końca darmowe, gdyż kosztowały £5, ale zyski szły na szczytne cele więc de facto sam koncert nic nie kosztował. Impreza odbyła się w w dosyć ciekawym, świeżo zaadaptowanym na venue miejscu zwanym Collins Music Hall. "Świeżość" miejsca wyglądała z każdego zakamarka, które prezentowało się jak mieszkanie w trakcie remontu. To jednak w zupełności wystarczyło, aby zorganizować sympatyczny gig. Podziemna hala o wysokim suficie nie należy do największych, ale dzięki trzem piętrom balkonów pomieści optymalną ilość ludzi.

Wszystkie pozostałe koncerty Charli spędziłem pod sceną, uznałem więc, że ta specyficzna konstrukcja venue jest świetną okazją, by zobaczyć już piąty gig w tym roku z nieco innej perspektywy. Balkon znajdujący się najbliżej sceny z lewej strony oferował nie tylko bezpośredni dostęp do baru, ale także optymalny widok na scenę i zestaw perkusyjny. Taką perspektywę na ogół zaoferować mogą jedynie profesjonalne zapisy filmowe, nota bene taka rejestracja miała miejsce także tego wieczoru na Future Undeground, wiedziałem więc, że będę miał wspaniałą pamiątkę z tego szczególnego koncertu.

Po przybyciu na miejsce i wybraniu dogodnego balkoniku poczęstowałem się piwem z baru i starałem się z otwartym umysłem wczuć w atmosferę imprezy wsłuchując się w występ... Lion Babe. No właśnie, czy ktoś o takim pseudonimie artystycznym może zaoferować wartościowe doznania? Czarnoskóra wokalistka o burzliwej, "lwiej" czuprynie zaśpiewała kilka utworów utrzymanych w stylu neo soul i zupełnie niczym mnie nie porwała, chociaż jedna z piosenek miała bardzo przyjemnie bujającą warstwę instrumentalną. To jednak nie wystarczy, by zaraz po gigu z wypiekami na twarzy ściąg... ekhm, zapoznać się z jej dyskografią.

Kolejnym zespołem/artystą było/była Cuckoolander, czyli była basistka Charli z zespołem. Jej występ miałem okazję już dwukrotnie podziwiać na żywo, kiedy to podczas brytyjskiej trasy Sucker występowała w charakterze jej supportu. Podobnie jak wtedy, było przyjemnie, ale nie porywająco. To muzyka o charakterze dosyć mocno odstającym od dzikiej energii, którą prezentuje Charli. Mimo wszystko w roli supportu sprawdza się dostatecznie dobrze.

Koncert Charli nie różnił się zanadto od pozostałych w cyklu Sucker, nie będę się więc powtarzał i szczegółowo opisywał zmian w aranżacjach poszczególnych utworów i technicznych zawiłości produkcji - w tym celu odsyłam do wcześniejszej relacji z Shepherd's Bush Empire. Nieco rozczarowała mnie jego długość, bo skoro tak hucznie i oficjalnie zapowiadany był jako pożegnanie z erą Sucker, liczyłem na pełną setlistę, taką jak np. na wspomnianym gigu w Shepherd's Bush, czy też wcześniejszą w Heaven. Charli zaprezentowała jednak setlistę festiwalową, niemal identyczną z tą, którą usłyszałem zaledwie 2 tygodnie wcześniej w Reading. Usłyszeliśmy więc 13 kawałków, a jedyną różnicą był powrót SuperLove i Grins, zabrakło zaś Gold Coins.

Oprawa koncertu również nie różniła się od tej z Reading: były sportowe stroje, nie było wielkiego lizaka w kształcie serca z logo Sucker. Płyta pożegnana została jednak z pompą: Charli, zgodnie z osobistą obietnicą, tryskała dobrym humorem i pozytywną energią, a na scenie dziko szalała jak podczas początków promowania tego albumu. Nie zabrakło interakcji z pozostałymi członkiniami zespołu oraz publicznością, co dało się zaobserwować w szczególności podczas utworu SuperLove, kiedy to dziewczyny zgromadzone w pierwszym rzędzie obrzuciły wokalistkę tamponami, które ta z radością włożyła sobie w gacie i gitarzystce Chloe w stanik.

Było też zeskakiwanie z perkusji i przedstawienie dziewczyn z zespołu, podczas których Debbie dostała największe owacje, co specjalnie mnie nie zdziwiło, bo sam piszczałem jak mała dziewczynka. Zresztą to najlepszy jak na razie widok na perkusję był dla mnie głównym gwoździem programu. Mimo, że Charli w każdy możliwy sposób podkreślała fakt, że ma zespół złożony z babek i starała się te babki eksponować, bardzo często zanikały one w zacienionych odmętach sceny. Tak było np. w Oxford, gdzie mimo że byłem bardzo blisko sceny, przez większość koncertu słabo było widać Debbie, bo zwyczajnie nie była doświetlona. Tutaj było inaczej, ale to zasługa wzmocnionego oświetlenia pod rejestrację filmową - całe pomieszczenie było równomiernie oświetlone, łącznie z publicznością.

Dzięki temu można było też fajnie obserwować żywiołowe reakcje i tańcowania fanów, zwłaszcza biorąc pod uwagę bardzo dobrą perspektywę z balkonu. Był on na tyle blisko sceny, że dawał poniekąd jednakowo dobry wgląd na to, co działo się na niej (z perspektywy "widowni"), jak i pod nią (z perspektywy artysty). Jak na dłoni było widać więc, które momenty gigu są najbardziej emocjonujące, kiedy ludzie skaczą, kiedy tańcują, kiedy śpiewają, kiedy krzyczą, a kiedy po prostu słuchają. Mimo, że nie był to gig na skalę masową, zgromadziło się relatywnie całkiem sporo fanów Charli, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że zapowiedziano go zaledwie 2 dni temu i odbywał się w środku tygodnia.

Mimo specyficznej perspektywy, udało się w tym amoku nawiązać kontakt wzrokowy zarówno z Charli, jak i z Debbie, i okazać wsparcie, wieczór więc pełen był pozytywnych fluidów i dobrej energii krążącej między sceną a resztą pomieszczenia. Po gigu dopadła mnie pewnego rodzaju specyficzna mieszanka satysfakcji i smutku, bo zupełnie nie wiedziałem w którą stronę pójdzie teraz Charli. Przebąkiwała tu i ówdzie, że chce nagrać mocno popową i elektroniczną płytę, miałem więc świadomość, że może dojść do rozmontowania zespołu i kompletnej zmiany oprawy koncertów. Wiedziałem, że był to prawdpodobnie mój ostatni koncert utrzymany w tym stylu i w tym spektakularnym składzie.

Początek i koniec tej ery w karierze Charli w intrygujący sposób zbiegł się także z początkiej i końcem mojego ówczesnego pobytu w Londynie. Po raz pierwszy skład ten bowiem zobaczyłem we wrześniu 2013 roku podczas supportowania Paramore i tak w ogóle odkryłem Charli. W tym czasie stawiałem także swoje pierwsze kroki jako mieszkaniec Londynu. Dwa lata później, ostatni koncert w tym składzie i moje ostatnie tygodnie w Londynie podczas tego pobytu. Charli i płyta Sucker to jedno z moich dwóch największych odkryć muzycznych tego okresu (obok The Pierces) i bez wątpienia największa zajawka 2015 roku. Spontaniczny wyjazd na koncert w Oxford, genialnie sympatyczne M&G z Charli i Debbie, wspaniałe pamiątki w tym grana pałeczka perkusyjna, to jedne z moich najlepszych muzycznych wspomnień tego okresu. Podczas niego, widziałem Charli na żywo 7 razy, w tym 6 razy promującą Sucker i 5 razy w Londynie.

Pisząc te słowa kilka miesięcy później, wiem już, że Charli poszła w zupełnie innym kierunku muzycznym, a na scenie towarzyszy jej DJ, co niestety najprawdopodobniej sprawi, że nasze drogi się rozejdą... Debbie zaś uczestniczyła już w kilku innych projektach, a obecnie bębni w nowym zespole który nazywa się... Hey Charlie. Wygląda na to, że zamienię Charli na Charlie.

 

blog comments powered by Disqus