GŁÓWNA

NEWS

GALERIA

MUZYCY

KOT

____________________

POWRÓT

GUESTBOOK

 

Kot
20.06.2016

Rok 2015 był bardziej zróżnicowany pod względem miejsc, w których byłem na koncertach, niż zdominowany przez lokalne koncerty w Londynie 2014 rok. Raz wybrałem się do Czech, raz do Niemiec, po przyjeździe do Polski jesienią zaliczyłem tu jeszcze dwa koncerty, a podczas pobytu w Anglii nie ograniczałem się do Londynu, co zaowocowało wizytami w Oxford i Reading. Przede wszystkim jednak był to szalenie emocjonujący rok pod względem zawartości muzycznej.

Pierwszy koncert to od razu genialny wypad na koncert "dwa w jednym". Na kontynentalnym legu europejskiej trasy Katy Perry supportowała ją bowiem bardzo lubiana przeze mnie Charli XCX, która zastąpiła męczący duet Icona Pop, który otwierał ubiegłoroczny gig w Londynie. Świetnie było zobaczyć Prismatic Tour z innej perspektywy, ustawiliśmy się bowiem w pierwszym rzędzie wzdłuż jednej ze stycznych trójkąta będącego wybiegiem. Wspaniały wieczór wypełniony wesołą, taneczną muzyką i świetnymi piosenkami, a do tego tańczący Arkapa na telebimie.
HIGHLIGHT: Part of Me i kosmiczna wymiana spojrzeń z Katy.

To był dopiero początek długiej przygody z Charli, która w pełni zasłużenie zdominowała mój koncertowy rok 2015. Nie mogłem ominąć headlinowej trasy klubowej po UK i wybrałem się do lubianego przeze mnie venue Shepherd's Bush Empire. Na uwagę zasługuje setlista, w której znalazło się wiele nie-singlowych, acz świetnych kawałków z Sucker, takich jak Caught in the Middle, Need Ur Luv czy Hanging Around, które Charli wykonywała bardzo rzadko nawet w obrębie tej trasy. Pod koniec koncertu na scenie pojawiła się Rita Ora, by w duecie z Charli wykonać genialne Doing It. Bawiłem się tak świetnie, że jeszcze w drodze powrotnej zacząłem planować wyjazd do Oxford.
HIGHLIGHT: otwarcie koncertu z przepotężnym SUCKER!

Spontaniczny wyjazd do Oxford był idealnym dopełnieniem wspaniałej zabawy z Shepherd's Bush sprzed kilku dni. Nie tylko gig odbył się w znacznie mniejszym klubie, pozwalającym na bardziej nieskrępowaną i bezpośrednią zabawę pod sceną. W jego trakcie poznałem świetnego kolesia, kolegę Rihanny, z którym delektowaliśmy się niejednym tego wieczoru piwem, a after party przeciągnęło się do późnych godzin nocnych. Najważniejsze jednak, że zrealizowałem moje główne zamierzenie, czyli wytrzymałem kilka godzin na mroźnym deszczu, by dotrwać do pamiętnego M&G z Charli i moją nową perkusyjną fascynacją Debbie, podczas którego doszło do bardzo treściwej i inspirującej wymiany uprzejmości. A do domu wracałem z podpisaną płytą i poobijaną pałeczką perkusyjną Vic Firth.
HIGHLIGHT: bardzo serdeczne i sympatyczna prywatna audiencja z Charli i Debbie po gigu.

W maju wybrałem się na pierwszy londyński koncert nowego projektu Gabrielli Cilmi - All Kings and Queens. Gabcia wraz z bratem Josephem prezentuje w nim zdecydowanie bardziej alternatywyny, rockowy i mroczny repertuar, w którym ewidentnie wreszcie czuje się naturalnie i swobodnie - na scenie jest uśmiechnięta, wyluzowana i pełna energii. Nowy materiał intryguje i hipnotyzuje zarazem. Próżna szukać takiego brzmienia w jakiejkolwiek innej formacji. Króciutki set pozwolił usłyszeć na żywo opublikowany wcześniej w sieci wpadający w ucho utwór Animals, cover Depeche Mode i cztery premierowe piosenki.
HIGHLIGHT: atmosferyczne, balladowe Cherry Red.

Pod koniec maja, kierowany jakimś całkiem świadomym przeczuciem, wybrałem się do Gelsenkirchen na pierwszy w tym roku koncert Metalliki na krótkiej europejskiej trasie festiwalowej. Czekała tam na mnie nie tylko poprzestawiana, pełna rarytasów setlista, ale przede wszystkim pierwszej koncertowe wykonanie The Unforgiven II, które w wyniku niefortunnego głosowania publiczności nie weszło do setlisty rok wcześniej w Pradze. A na dokładkę Frayed Ends of Sanity, Metal Militia, King Nothing, Disposable Heroes i Damage Inc. Jeden z absolutnie najlepszych koncertów, na jakich kiedykolwiek byłem i największa możliwa niespodzianka w setliście!
HIGHLIGHT: oczywiście The Unforgiven II, czyli największe koncertowe marzenie!

Początek czerwca przyniósł kolejny lokalny gig All Kings and Queens. Tym razem venue było troszkę większe, choć zjawiła się ledwie garstka fanów. Pozwoliło mi to obejrzeć występ z różnych perspektyw, gdyż miałem możliwość swobodnego przemieszczania się po całym pomieszczeniu. Miło zobaczyć jednego z ulubionych artystów na tak intymnym występie - zupełnie inaczej odbiera się performance, a tutaj atmosfera była jak na jakimś prywatnym występie dla VIP-ów :) Zespół zaprezentował dokładnie ten sam repertuar, co poprzednio i wspominam ten wieczór bardzo ciepło.
HIGHLIGHT: bardzo energetyczny, niemal taneczny The Beach.

Końcówka czerwca przyniosła koncert, którego nie wypadało nie zaliczyć - Taylor Swift w Hyde Parku. Tym bardziej, że rok wcześniej ominąłem serię halowych koncertów Taylor w O2. Tym razem Swifciunia promowała oczywiście swój najnowszy krążek, 1989. Organizacja tego eventu pozostawiała nieco do życzenia, przez to mimo, że zjawiliśmy się kilka godzin wcześniej, staliśmy bardzo daleko od sceny. Był to taki ekstremalny piknik w Hyde Parku, podczas którego ciężko było w ogóle się przemieszczać, bo wszędzie stali/siedzieli/leżeli ludzie. Mimo to koncert wywarł bardzo pozytywne wrażenie, było ciekawie i efektownie.
HIGHLIGHT: kończące, świetnie taneczne i imprezowe, przedłużone Shake It Off.

W sierpniu wybrałem się na pierwszy w swoim życiu festiwal w Reading. Był to zarazem pierwszy tak wielki festiwal w moim życiu (ok. 90.000 uczestników). Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie profesjonalna organizacja i obsługa tak wielkiego eventu. W trakcie jednego dnia odbywały się wszystkie trzy koncerty, którymi byłem zainteresowany. Na pierwszy ogień poszedł PVRIS, który grał krótki set w małym namiocie The Pit. Było to moje pierwsze zetknięcie z tym zespołem i występ ten wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Potem okazało się, że na płycie wokalistka Lynn Gunn brzmi sto razy lepiej i że warto mieć tą wschodzącą gwiazdę na oku, bo grupa ma wielki potencjał.
HIGHLIGHT: skoczne My House i bawiący się w tłumie Teletubiś.

Kolejnym punktem obowiązkowym festiwalu był występ mojej ulubionej Charli XCX z ekipą, który odbył się w namiocie BBC Radio 1 Dance Stage. Początkowe trudności z wytrzymaniem pod sceną wynikające z przypadkowego znalezienia się w grupie o odmiennej orientacji seksualnej na szczęście szybko ustąpiły genialnej, skocznej zabawie pod sceną. Charli zaprezentowała mocny set, otwarty znakomitym kombo Sucker-Breaking Up-I Love It-Famous. Pojawiła się też nowa piosenka Mow That Lawn, która jest utrzymana w jeszcze bardziej brudno-alternatywno-punkowym stylu, niż piosenki z ostatniego albumu. Zabawa była przednia i znakomicie rozgrzała mnie przed gwiazdą wieczoru na głównej scenie: Metalliką.
HIGHLIGHT: eksplozja energii na Break the Rules.

Festiwalowy dzień w Reading zwieńczyła Metallica, dając jak zwykle świetny, pełen energii show. Ja jednak najbardziej zadowolony byłem z tego, że zdążyłem zaliczyć Charli na innej scenie i w przerwie między Bring Me the Horizon a Metalliką wbić pod niemal samą scenę i wytrwać tam cały koncert, a byłem już nieźle zmęczony. W setliście co prawda zabrakło na tym legu The Unforgiven II, ale i tak wszystkie ruchome sloty zostały wymienione, dzięki czemu usłyszałem 8 piosenek, których nie było 3 miesiące wcześniej w Gelsen, a wśród nich The Day That Never Comes, Turn the Page i Whiskey in the Jar.
HIGHLIGHT: dopiero drugi raz słyszane przeze mnie na żywo Turn the Page.

Wrzesień niespodziewanie przyniósl jeszcze jeden koncert Charli w Londynie - którym pożegnaliśmy wspólnie erę Sucker. A szkoda, bo była to fantastyczna era, która jak na razie przypadła mi najbardziej do gustu ze wszystkich dotychczasowych muzycznych oblicz tej artystki. Impreza Future Undeground przyniosła nieco inne spojrzenie na scenę - stałem sobie bowiem na bocznym balkonie, z którego tak samo blisko było do sceny, jak i do baru umieszczonego dokładnie za moimi plecami. Pozwoliło to w pełnym komfocie delektować się gigiem, optymalnym widokiem na zestaw perkusyjny, a zarazem ofertą alkoholową venue :)
HIGHLIGHT: swobodna, energetyczna atmosfera podczas Fancy.

Ponad dwuletni sezon koncertowy spędzony w Londynie zakończyłem w monumentalnym stylu - na jednym z pięciu występów Davida Gilmoura w legendarnym Royal Albert Hall. To była moja druga wizyta w tym venue, jakże odmienna pod każdym możliwym względem od poprzedniej. Gilmour nie rozczarował, zaprezentował większość utworów z Rattle That Lock, doprawione solidną dawką klasyków repertuaru Pink Floyd. Oprawa wizualna koncertu znakomicie komplementowała jego muzyczną magnificencję. Cóż to był za pamiętny wieczór, pełen emocji i wzruszeń.
HIGHLIGHT: oczywiście kończące Comfortably Numb, podczas którego drżał dach venue.

Listopad to pierwszy po długiej przerwie koncert w Polsce. I tak jak ostatnim razem przed wyjazdem, tak i tym razem artystką była Ewa Farna. Dla odmiany jednak zaprezentowała się w zupełnie innej, nieco "jazzującej" odsłonie - na scenie pojawił się kontrabas, gitara akustyczna, miotełki perkusyjne i 3-osobowy chórek, wspierający Ewę w znacznie bardziej wyrafinowanych, muzykalnych wersjach piosenek z całego jej imponującego repertuaru. Ten sympatyczny wieczór wypełniony był po brzegi dobrą, relaksującą muzyką o świetnym brzmieniu i ciekawych aranżacjach, przyprawiony Ewą w znakomitym humorze.
HIGHLIGHT: figlarny i dynamiczny Poradnik dla Początkujących.

Grudzień przyniósl ostatni tego roku koncert, a był to gig Nosowskiej we wrocławskim klubie Eter. Oj, miło się spotkać z dawno nie widzianymi znajomymi. Tym bardziej że od czasów mniej więcej 2008 roku Nosowska nie była zbyt aktywna koncertowo ze swoim własnym projektem, a przynajmniej jakoś rozmijały się nasze drogi. Gig ten przyniósł materiał przekrojowy, przy czym te stare, mocno elektroniczne utwory zaprezentowane zostały w aranżacjach bardziej przystających do obecnej muzycznej formy zespołu towarzyszącego Kasi (na jego czele stoi stary dobry drużba Marcin Macuk). Było fenomenalnie, miło było usłyszeć Kasię znów w świetnej formie wokalnej, co mogła pokazać w agresywnych partiach takich piosenek jak Pani Pasztetowa czy O Tobie?.
HIGHLIGHT: Pani Pasztetowa i genialne, ostre refreny.

Tak oto minął koncertowy 2015. Jak widać, był zdominowany przez Charli XCX (5 koncertów, w tym jeden supportujący), a ponadto były dwa świetne festiwalowe koncerty Metalliki (w tym jeden przepełniony rarytasami), dwa kameralne koncerty nowego projektu Gabrielli Cilmi, dwa przyjemne koncerty w Polsce (Ewa i Kasiula) i kilka jak zwykle największych nazwisk, tak ze świata pop jak i klasyki rocka: Katy Perry, Taylor Swift, David Gilmour. Spektakularny rok, w którym po raz kolejny ilość została wyparta przez jakość. Każdy jeden koncert był wspaniałym, pamiętnym przeżyciem. No, to oby 2016 i kolejne były co najmniej równie dobre! Chociaż Metallice może być ciężko przebić samą siebie, ale z nowym albumem na horyzoncie... Będzie ekscytująco!

Poczytaj także podsumowania z poprzednich lat:

> Podsumowanie roku 2014

> Podsumowanie roku 2013

> Podsumowanie roku 2012

> Podsumowanie roku 2011

> Podsumowanie roku 2010

> Podsumowanie roku 2009

> Podsumowanie roku 2008

> Podsumowanie roku 2007

> Podsumowanie roku 2006

 

 

blog comments powered by Disqus