TANCRED
14.11.2016
St. Pancras Old Church
London
____________________

GALERIA

MEET & GREET

____________________

POWRÓT

GUESTBOOK

 

RELACJA

Kot
25.04.2017

Jesień obfitowała w nowe muzyczne doświadczenia, a jednocześnie w spotkania ze starymi znajomymi. Tak się złożyło, że tych starych znajomych poznałem lata temu dzięki Paramore. W 2009 roku, widzieliśmy ich na żywo aż trzy razy, podczas trasy promującej Brand New Eyes. Urzekł nas wówczas jeden z supportów - zespół o ówczesnej nazwie Now, Now Every Children. Jedną z jego gitarzystek była Jess Abbott, która także przykuła naszą uwagę w wyjątkowy sposób.

Reszta jest już historią - okazało się, że Jess jest niezwykle ciekawą artystką nie tylko w otoczeniu kolegów z Now, Now. W sieci można było znaleźć sporo amatorskich nagrań z Jess grającą i śpiewającą swoje autorskie kawałki. Charakterystyczna, przyjemnie spokojna barwa głosu wespół z intrygującymi kompozycjami, nie pozwoliły przejść obok niej obojętnie. Zainteresowanie to przetrwało lata braku aktywności artystycznej i dotrwało do premiery dwóch pełnoprawnych, długogrających płyt solowego projektu Jess pod nazwą Tancred.

Podczas, gdy Now, Now nadal pozostają w stanie śpiączki, Jess pozostaje niezwykle aktywna i dużo koncertuje. Głównie jako support i właśnie rozgrzewając przed Into It. Over It. zawitała po raz pierwszy do Europy z własnym solowym projektem. W Londynie były aż trzy koncerty, ale wybraliśmy się na jeden z nich - do malutkiego kościółka St. Pancras Old Church w dzielnicy Kings Cross.

Nietypowe venue jak na koncert, ale ponieważ koncert także był nietypowy, wszystko do siebie idealnie pasowało. Już przed wejściem do środka dostrzegliśmy Jess samodzielnie obsługującą własny stolik z merchem. Kilka osób prowadziło z nią rozmowę, ale nie było dużej kolejki. Poszedłem zatem się przywitać i chociaż ciężko było oczekiwać, że Jess będzie pamiętać nasze ostatnie spotkanie sprzed 5 lat, bardzo miło sobie pogawędziliśmy wspominając dawne czasy. Pochwaliłem jej najnowszy CD, w mojej ocenie najbardziej udany i wyposażyłem się w dwa fizyczne egzemplarze, oczywiście prosząc o ich podpisanie. Potem jeszcze szybkie zakupy w małym "barze" rozłożonym po przeciwnej stronie korytarza i weszliśmy do środka, by zająć jedne z kilkudziesięciu miejsc.

Niewiem czemu, ale przez cały ten czas do koncertu wyobrażałem sobie, że będzie grała z całym zespołem. Może dlatego, że naoglądałem się koncertów i materiałów promo właśnie w takim settingu ją przedstawiających. Ale na scenie... ekhm, ołtarzu, nie było nawet perkusji głównego zespołu. Jess zaś pojawiła się na scenie jedynie w towarzystwie gitary akustycznej. Co nie było niczym złym - w końcu prawdziwy, dobry artysta wystąpi w sposób równie interesujący bez pełnego instrumentarium, co z nim. Tym bardziej, że w przypadku Jess wiedziałem już, że sprawdza się ona w takiej roli wyśmienicie.

Nie wiedziałem z kolei, jak wypadną w takiej sytuacji numery z jej ostatniej płyty, Out of the Garden, na albumie zaaranżowane z silnym naciskiem na towarzyszących Jess kolegów. Ale wszystkie kompozycje wybroniły się znakomicie, w końcu najprawdopodobniej w takiej właśnie sytuacji powstawały. Jess zagrała łącznie 11 kawałków, z których większość stanowiły utwory z Out of the Garden. Były więc Bed Case, Joey, Pens, Sell My Head, ale najlepiej wypadło moje ulubione Swimming. Ten główny motyw gitarowy zabrzmiał równie dobrze na gitarze akustycznej, co elektrycznie na albumie.

Jess nie zapomniała o swojej poprzedniej, również niezwykle udanej płycie, zatytułowanej po prostu Tancred. Usłyszeliśmy jednak tylko dwie kompozycje z tamtego albumu - Indiana i chyba najciekawszy, przewrotny The Ring. Trochę szkoda, że Jess nie sięgnęła po swoje starsze utwory, typu Bones czy Bear, ale najwyraźniej uznała, że nie pasowałyby za bardzo do repertuaru, i miałaby po części rację. Mimo to chętnie bym je usłyszał.

Poczciwa, urocza Jess świetnie wypadła na żywo tego wieczoru. Była w dobrym humorze, dużo żartowała i wytworzyła specyficzną, ciepłą atmosferę. Publiczność przyjęła ją bardzo serdecznie, chociaż wyraźnie większość zgromadzonych tam osób nie miała pojęcia, kim jest. Fajnie by było ją kiedyś zobaczyć na jej własnym koncercie, z pełnym zespołem. Może uda się przy okazji kolejnej płyty Tancred, bo na Now, Now już chyba nie ma co liczyć...

 

blog comments powered by Disqus