PARAMORE
05.07.2017
Festival Park
Hradec Králové
____________________

GALERIA

SETLISTA
____________________

POWRÓT

GUESTBOOK

 

RELACJA

Kot
01.08.2017

Londyński koncert Paramore pozostawił we mnie spory niedosyt - nie dlatego, że był słaby, ale dlatego, że był to mój pierwszy koncert tego zespołu spędzony daleko od sceny. Postanowiłem wynagrodzić to sobie drugim gigiem w ramach tego samego legu, lecz tym razem w zupełnie innej sytuacji - na festiwalu Rock for People w czeskim Hradec Králové. Warto w tym miejscu przypomnieć, że na festiwalu tym widzieliśmy Paramore na żywo już w 2011 roku. Wtedy jednak występowali jako "drudzy od końca", więc zaprezentowali jedynie 10 kawałków. Tym razem przypadł im slot headlinowy, oczekiwaliśmy więc pełnej setlisty.

Spodziewałem się sporych zmian względem repertuaru zaprezentowanego na koncertach halowych, w tym w Royal Albert Hall. Ten bowiem ewidentnie wycelowany był bardziej w lojalnych fanów, chcących usłyszeć przede wszystkim mniej znane i rzadziej grane kawałki, a nie same hity. Na festiwal taka lista niespecjalnie pasuje, spodziewałem się więc powrotu takich hitów jak Crushcrushcrush, Ignorance czy The Only Exception, których mi brakowało.

Kolejną ciekawostką dotyczącą występów Paramore na Rock for People jest pewnego rodzaju zbieżność sytuacyjna dotycząca zmian w podstawowym składzie zespołu. Otóż występ w 2011 był jednym z pierwszych po odejściu Josha i Zaca Farro, tymczasem ten w 2017 był jednym z pierwszych w Europie po odejściu Jeremy'ego i jednym z pierwszych w ogóle po... powrocie Zaca.

Pogoda tego dnia była deszczowa, więc zjawiliśmy się na festiwalu niezbyt wcześnie, ale zostawiając sobie wystarczająco dużo czasu na załatwienie wszystkiego i ew. wypadki losowe. Te się na szczęście nie przydarzyły, więc pokręciliśmy się trochę po terenie festiwalu i jego zapleczu i pod koniec występu Mastodona zawitaliśmy pod główną scenę. Ja ustawiłem się na wprost niej, w odległości kilku pierwszych rzędów - optymalnym miejscu do zbalansowanych wrażeń zarówno wizualnych, jak i dźwiękowych. Chociaż nagłośnienie na festiwalu nie było najlepsze i niezbędne okazały się moje znakomite stopery, bez których mój ubytek słuchu po 1,5 godziny spędzonej pod sceną zapewne znacznie by się pogłębił.

Koncert zaczął się tak samo, jak ten w Londynie - członkowie zespołu bez żadnego intra, w kompletnej ciszy (nie licząc oczywiście entuzjastycznego ryku publiczności), tak po prostu wyszli sobie na scenę, pokazali sobie kciuki do góry i zaczęli grać Told You So. Szybko okazało się, że ku mojemu zaskoczeniu, w setliście nie tylko nie pojawiły się oczekiwane "festiwalowe hiciory", to jeszcze skrócono ją o trzy piosenki. Wynikało to prawdopodobnie z ograniczeń czasowych nałożonych przez organizatorów festiwalu, ale jeśli już powierza się slot headlinera takiemu zespołowi, który i tak nie gra trzygodzinnych koncertów, to wypadałoby zadbać o to, by nie zabrakło tych 10 minut, aby mogli zagrać cały swój obecny repertuar.

Z listy wyleciały więc kolejno: Hate to See Your Heart Break - słuszny wybór, ze względu na to że na festiwalu większe jest zapotrzebowanie na te energetyczne kawałki, przy których niewyżyta publiczność może sobie poskakać. Utwór ten pięknie wypadł w Royal Albert Hall, które rozświetliło się światełkami z telefonów, ale wybór, aby zrezygnować akurat z niego, był niewątpliwie słuszny. Chociaż spodziewałem się, że zastąpi je dobrze znane The Only Exception...

Drugą piosenką, która wyparowała, było Playing God. Wybór ten może nieco zastanawiać, biorąc pod uwagę, że zostawiono dosyć nijaki cover Everywhere. Ale wystarczy zerknąć na setlistę z Rock for People w 2011 roku, by zrozumieć, że wybór ten także miał sens - Playing God zostało wówczas zagrane.

Największą stratą był wybór trzeciej piosenki. Z trzech utworów bisowych postanowiono zrezygnować bowiem z zabawnego i wybitnie pasującego do atmosfery pijackiego festiwalu Scooby's in the Back. Dlaczego wybór padł na ten najweselszy moment w setliście, zamiast na nudne i mdłe Forgiveness, ciężko powiedzieć. Zespół najwyraźniej uznał, że ich własne nowe piosenki z nowego albumu są ważniejsze. Z jednej strony - logiczne, w końcu trasa promuje After Laughter. Z drugiej strony, biorąc pod uwagę walory czysto artystyczne, Scooby Doo pasowałby tu pod każdym możliwym względem o wiele bardziej.

Nie zmienia to faktu, że koncert był wspaniały, a publiczność bawiła się świetnie. Podczas czwartego w setliście Still Into You zabawa pod sceną rozkręciła się na dobre i nikomu nie przeszkadzało to, że rozpadał się wówczas naprawdę gęsty deszcz. Wszyscy skakali i śpiewali nie zważając na przeciwieństwa serwowane przez matkę naturę. Pochwalić należy czeską publiczność, słynącą nieraz z przesadnej powściągliwości w okazywaniu emocji na koncertach. Zabawa pod sceną była intensywna, ale nie do przesady. Nie było opętańczego pogo, ani bezczelnego przepychania się pod scenę.

Wspomnieć należy o silnej reprezentacji Polski, która odznaczyła się na koncercie nie tylko obecnością. To właśnie Polakom przypadło w udziale gościnne wspieranie Hayley na wokalach. Najpierw, podczas Fake Happy, Hayley przekazała fance pod sceną mikrofon, by zaśpiewała cały refren. Tradycyjnie podczas Misery Business na scenę wciągnięto kolejną Polkę, która nie tylko przerwała nie(za)cną tradycję gościnnych udziałów grubasów, ale też poradziła sobie zarówno z zadaniem śpiewania, oraz zaprezentowała nienaganne zachowanie i prezencję sceniczną.

Mimo pewnych niedostatków, to wciąż Paramore, które na żywo jest jednym z najlepszych zespołów na świecie. Można narzekać na nieco dziwny dobór repertuaru, można narzekać na nieco inny vibe towarzyszący im w tym cyklu płytowym - brak spotkań z fanami, nieco bardziej zachowawcze koncerty, ale nie należy w tym wszystkim zapominać, że nie tylko my się starzejemy. Hayley już bliżej do 30-stki, niż 20-stki i ciężko oczekiwać od niej, żeby ciągle zachowywała się jak niewyrzyta nastolatka. To już jak najbardziej dojrzała kobieta, w dodatku - jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi - po przejściach. Dorastanie, dojrzewanie i (nie lubię tego sformułowania, ale tutaj pasuje) starzenie się wraz z ulubionymi zespołami to także ekscytująca perspektywa na spędzenie życia. Zamiast więc narzekać, że to "już nie to, co kiedyś", wyrażę zadowolenie z faktu, że są oni nadal z nami i grają świetne koncerty, zamiast kazać nam czekać 20 lat na reunion.

Poprzednie koncerty Paramore:

01.09.2009 PARAMORE Ampere, München  
18.12.2009 PARAMORE Wembley Arena, London  
06.12.2009 PARAMORE Palladium, Köln  
04.12.2009 PARAMORE Columbiahalle, Berlin  
26.06.2010 PARAMORE Parc Des Princes, Paryż  
15.11.2010 PARAMORE O2 Arena, London  
13.11.2010 PARAMORE O2 Arena, London  
03.07.2011 PARAMORE Festival Park, Hradec Králové, CZE R  
27.09.2013 PARAMORE Wembley Arena, London, UK R  
19.06.2017 PARAMORE Royal Albert Hall, London, UK R  

 

blog comments powered by Disqus