AMY MACDONALD
29.08.2017
Omeara
London
____________________

GALERIA

SETLISTA
____________________

POWRÓT

GUESTBOOK

 

RELACJA

Kot
06.09.2017

Wychodząc z mojego ostatniego koncertu Amy w Royal Albert Hall, mimo że był to już mój trzeci koncert w cyklu płytowym Under Stars, byłem tak nienasycony jej muzyką na żywo, że zacząłem poważnie rozważać, czy nie wybrać się latem na jeden z festiwalowych występów w okolicy Londynu. Ostatecznie jednak moja cierpliwość została wynagrodzona, bowiem niedługo potem Amy zapowiedziała akustyczną trasę po małych venues w UK, na której oczywiście nie zabraknie przystanku w Londynie. A jakby tego było mało, postanowiła zagrać także dwa rozgrzewkowe, bardzo małe koncerty, w Londynie i w Glasgow, i na tym pierwszym nie mogło mnie zabraknąć.

Przy tego typu "akustycznych" trasach zawsze istnieje obawa, że to taka tania próba usprawiedliwienia drugiego legu w tych samych miastach bez muzyków towarzyszących czy wymyślnej produkcji. Dlatego mimo że Amy sprawdziła się wcześniej na żywo fantastycznie, duży udział w mocy tych koncertów tkwił w świetnych instrumentalizacjach i wysmakowanym brzmieniu, które teoretycznie mogłoby nienajlepiej przełożyć się na skromniejszy setting akustyczny. Dobry artysta zainteresuje słuchacza nawet jedynie przy pomocy własnego głosu i jednego instrumentu, ale czy to uzasadnia wykonanie całego setu w ten sposób?

Na szczęście tego typu obawy okazały się zupełnie bezpodstawne, a Amy po raz kolejny stanęła na wysokości zadania. Zacznijmy jednak od tego, że scena w klubie Omeara w południowym Londynie jest wręcz mikroskopijna! Dość powiedzieć, że już listopadowy gig w Islington Assembly Hall był relatywnie mały jak na artystkę tego formatu (niecałe 900 miejsc), co dopiero jednak klubik mogący pomieścić zaledwie 350 osób! A do tego naprawdę malutka, niska scena, z trudem mieszcząca wszystkich muzyków towarzyszących Amy, a było ich 3: gitarzysta Ben Parker, basista Jimmy Sims (siegający raz po gitarę basową, raz po kontrabas) i multiinstrumentalista Thom Kirkpatrick grający na zmianę na cajonie, pianinie, akordeonie i małych gitarach. Przestrzeń sceniczna była jednak zajęta w 100%, nie było więc mowy o radosnym kicaniu po scenie. Wszyscy muzycy z wyjątkiem Amy przybrali pozycje siedzące.

Wiązałem spore nadzieje z nowymi aranżacjami, jako że akustyczna wersja 4th of July zaprezentowana na poprzednich gigach trasy absolutnie mnie oczarowała. Pomyślałem więc, że jeśli mam szansę wysłuchać kilkunastu utworów w podobnych aranżacjach, to czeka mnie nie lada uczta.

Warto wspomnieć, że z racji charakteru tego koncertu, nie trzeba było się przemęczać przez żaden support. Drzwi otwarto kilka minut po 19, ale gig zaczął się dopiero 1,5 godziny później, o 20:30. Czas ten umilałem sobie serwowanym w barze smacznym Red Stripem, popularnym jamajskim piwem, którego jakimś cudem jeszcze nie miałem okazji skosztować. Teraz już zawsze będzie kojarzyć mi się z tym wieczorem, zaopatrzyłem się w nie nawet na okoliczność pisania tejże relacji :)

Gig zaczął się od tego przyjemnego, spokojnego, narastającego brzmienia akordeonu, które było skromnym wprowadzeniem do Under Stars. Ten tytułowy, otwierający nową płytę utwór, podobnie jak podczas poprzedniego legu, otworzył także ten set. Po chwili Amy chwyciła już za gitarę akustyczną (zdecydowanie bardziej komfortowo czuje się na scenie dzierżąc w swoich otatuowanych ramionach wiosło) i usłyszeliśmy Spark. Co ciekawe, był to jedyny tego wieczoru utwór z albumu A Curious Thing.

Dominujące były oczywiście utwory z Under Stars, dlatego po chwili Amy wróciła do tego albumu z żywiołowym wykonaniem Dream On. Kawałek zdaje się być zawsze dobrze przyjęty przez fanów Amy, którzy wtórują jej w śpiewaniu wpadających w ucho refrenów. Mi jednak najbardziej spodobała się akustyczna aranżacja Pride, które w normalnej wersji nie porywa mnie tak bardzo. Na tym gigu piosenka ta miała w sobie jednak ten sam pierwiastek wyjątkowości, co wcześniej wspomniane 4th of July. Instrumentalizację utworu przygotowano po prostu perfekcyjnie, a do tego znakomicie zbalansowany miks i otrzymujemy pełne, przestrzenne brzmienie. Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że kawałek ten zyskał na odarciu go z instrumentów, łatwiej było bowiem docenić subtelności wykonania w bardziej klarownym, selektywnym brzmieniu. Słuchało się tego tak przyjemnie, że jak dla mnie kawałek mógłby trwać jeszcze z 10 minut.

Amy to taka trochę gaduła i lubi wpleść anedgotki między utworami, ale tego wieczoru w Omeara było ich wyjątkowo dużo. Nie zabrakło także uszczypliwych przekomarzanek z publicznością. Amy przyznała, że granie w tak małym venue jest świetne, ale zarazem przerażające, bo widzi z bliska twarze publiczności. W pewnym momencie ktoś krzyknął do Amy, że ma tatuaże. "Tak, mam. 10 punktów za spostrzegawczość!" - odparła. "Wyglądasz świetnie!" - fan próbował się zrehabilitować. "20 punktów!" - odpowiedziała Amy.

Przed wykonaniem piosenki Run artystka opowiedziała jej historię. Nie jest to mój ulubiony kawałek i to wykonanie niczego nie zmieniło. Kolejne na liście było Never Too Late, wykonane przez Amy, podobnie jak na poprzednich gigach, jedynie przy akompaniamencie pianina. Prawdziwy pokaz umiejętności wokalnych i jedna z lepszych piosenek na Under Stars. Publiczność była tak cichutko, że czyjeś nieudanie stłumione kichnięcie dokładnie w środku jednej z pauz pod koniec ostatniego refrenu słychać było chyba w całym pomieszczeniu.

Następnie przyszedł czas na pierwszy prawdziwie "imprezowy" kawałek - mój ulubiony Mr Rock & Roll. Publiczność już od pierwszych akordów porwała się do radosnego klaskania i oczywiście śpiewania w trakcie refrenów. To był ten pamiętny moment w Royal Albert Hall kiedy publiczność po raz pierwszy porwała się z miejsc i podobnie tutaj nastąpiła eksplozja pozytywnych emocji. Genialny koncertowy kawałek!

Podczas kolejnej przemowy Amy droczyła się z publicznością, wskazując na osoby, które bawiły się telefonami podczas poprzedniej piosenki. "Shame on you guys!" Potem podziękowała za wsparcie fanów w tym cyklu płytowym, dodając "do wszystkich tych, którzy albumu jeszcze nie kupili - to wasza wina, że był tylko numerem 2. Shame on you!"

Kolejne było Leap of Faith z nowego albumu, które usłyszałem na żywo po raz pierwszy! Utwór świetnie się sprawdził w akustycznym settingu, z rytmicznym kontrabasem i bałałajką dodającą mu lekkości. Usłyszeliśmy także kolejne utwory z Under Stars: Automatic, podczas którego znów publiczność pokazała się z dobrej strony i Down By the Water, niestety bez gościnnego udziału Juliet Roberts, może na właściwej trasie się pojawi.

Zbliżając się do końcówki głównego setu usłyszeliśmy poruszające Prepare to Fall, które zwyczajowo Amy wykonała bez zespołu, jedynie sama sobie akompaniując na gitarze. Tym razem jednak nie zerwała struny, jak to miało miejsce w Royal Albert Hall. Mimo że Under Stars to nie jest najlepszy album Macdonald, jednego nie można mu odmówić - w niektórych utworach Amy sięgnęła naprawdę daleko w kwestii wokalu, a co najważniejsze, potrafi te momenty bezbłędnie odtworzyć na żywo. Końcowa wokaliza zrobiła na mnie po raz kolejny kolosalne wrażenie!

Główny set nie mógł zakończyć się inaczej niż This Is the Life, oczywiście z czynnym śpiewaniem publiczności i bardzo energetycznym wykonaniem ze strony Amy. Co tu dużo mówić, to kawałek, który definiuje jej styl, niepodrabialny i drugi raz już tak wyjątkowej piosenki pewnie Amy nie napisze. Całkiem więc słusznie wybiera się ją na zamknięcie setu.

Po kilku minutach euforycznego wywoływania na bis (londyńska publiczność po raz kolejny pokazała, na co ją stać), Amy wróciła na scenę sama, ale zanim zaczęła grać następną piosenką, zażartowała z faktu, że venue jest taka małe, że i tak wszyscy widzieli jak stoi z boku sceny udając, że jej nie ma. Na pierwszy bis Amy zdecydowała się wykonać cover Bruce'a Springsteena, Dancing in the Dark. Nie tylko nie wykonywała tej piosenki od kilku lat, wspomniała także, że przyszło jej wykonywać ją z kilkoma różnymi orkiestrami (w ramach serii koncertów Night of the Proms), czego najprawdopodobniej nie uczynił nawet jej autor. Publiczność zdawała się dobrze znać ten utwór i subtelnie wtórowała Amy w delikatnym śpiewie.

Na sam koniec na scenie pojawili się ponownie wszyscy muzycy, by wykonać razem jeszcze jeden kawałek - Poison Prince. Ta żywiołowa, atmosferyczna piosenka dobrze sprawdziła się w ramach zamykacza, ale nieco zaskoczył mnie fakt, że nie pokuszono się o zwyczajowe Let's Start a Band. No cóż, nie można mieć wszystkiego, może akurat ten kawałek nie sprawdzał się w takiej konwencji.

We wtórze euforycznych oklasków Amy wraz z kolegami ukłoniła się publiczności i zniknęła w kuluarach tym razem na dobre, jak zawsze pozostawiając poczucie niedosytu. Set był nieco krótszy, niż na zwyczajowej trasie, ale z nią to już jest tak, że ile by nie grała, człowiek i tak nigdy nie będzie miał dosyć. Zwłaszcza, jeśli publiczność dopilnuje, by atmosfera była naprawdę magiczna i wykonawca czuł się dobrze na scenie.

To była nie lada gratka, obserwować Amy w tak małym settingu. Już koncert w Islington był mały i byłem bardzo blisko sceny dokładnie na wprost jej mikrofonu i myślałem wtedy, że to najmniejszy możliwy dystans, z jakiego przyjdzie mi ją kiedykolwiek podziwiać na żywo. Tymczasem w klubie Omeara byłem tak blisko, że widziałem nie tylko grubą warstwę tapety na jej twarzy (nie ustępowała pod tym względem wrażeniu, jakie zrobiła na mnie tapeta Katy Perry z bliska podczas spotkania z nią w 2010 roku), a także jak w bardziej wymagających momentach nabrzmiewają jej żyły na policzku, a nawet rozbryzgi śliny podczas śpiewania. No cóż, taki urok tego zawodu!

Odległość zarówno moja od sceny, jak i muzyków od siebie na scenie była tak mała, że czułem bardziej jakbym uczestniczył w próbie, a nie pełnoprawnym koncercie. Niepowtarzalne przeżycie!

Amy po raz kolejny dostarczyła spektakularny wieczór pełen uzdrawiającej mocy, jaką ma muzyka grana na żywo. Perfekcjonizm wykonania i atmosfera wytworzona wspólnie z publicznością były nie do pobicia. Wyczekuję niecierpliwie listopadowego koncertu w kościółku w Hackney, na pewno będzie magicznie!

Poprzednie koncerty Amy Macdonald:

21.11.2016 AMY MACDONALD Islington Assembly Hall, London, UK R  
24.03.2017 AMY MACDONALD MTP2, Poznań, POL R  
03.04.2017 AMY MACDONALD Royal Albert Hall, London, UK R  

 

blog comments powered by Disqus

 

000webhost logo