METALLICA
30.10.2017
Genting Arena
Birmingham
____________________

GALERIA

SETLISTA
____________________

POWRÓT

GUESTBOOK

 

RELACJA

Kot
01.11.2017

Na tym koncercie początkowo miało nas nie być. Gdy ruszyła sprzedaż biletów, wyposażyłem się w wejściówki na dwa koncerty w 2017 i dwa w 2018 roku. Zaliczenie dwóch koncertów pod rząd w Londynie zdawało się być i tak nie lada gratką, zważywszy na pewną szansę usłyszenia różnych piosenek we wszystkich slotach w setliście, które ulegają rotacji. Gdy kilka miesięcy później pojawiła się w sprzedaży druga pula biletów, stwierdziliśmy, że raz się żyje i kupiliśmy bilety na jeszcze jeden, trzeci koncert na tegorocznym legu po UK - Birmingham. Nie mając wówczas pojęcia, że to będzie doskonałe zwieńczenie tej przygody, pełne niespodzianek także około koncertowych!

Przede wszystkim, nie nastawialiśmy się na równie dobre pozycje, co na obu koncertach w Londynie, gdzie udało nam się zająć optymalne miejsca w drugim rzędzie pod sceną. W końcu konieczność dostania się na stację w centrum miasta, godzinna podróż pociągiem i check in w hotelu to nie to samo, co przejechanie metrem trzech stacji. A jednak po dotarciu na miejsce po godz. 15.30 w kolejce na miejsca stojące było mniej ludzi, niż w Londynie po przybyciu na miejsce niemal dwie godziny wcześniej!

Mało tego, w trakcie kolejnych etapów wpuszczania ludzi do środka, kilkakrotnie udało nam się wyprzedzić ludzi będących przed nami i w efekcie, na ostatnim etapie, tuż przed wejściem na płytę, staliśmy już w pierwszej linii! Gdyby nie to, że wcześniej wpuszczani są ludzie, którzy wykupili pakiety Enhanced Experience (wg danych pani ochroniarz-koordynator, ok. 150 osób), mielibyśmy barierkę. A tak, był ponownie drugi rząd - ale tym razem w najlepszym możliwym punkcie. Zdecydowaliśmy się ponownie ustawić od strony zaplecza Jamesa, licząc na interakcje z nim (i nie zawiedliśmy się!), a do tego stanęliśmy idealnie na środku, mając centralny mikrofon na wprost i symetryczny widok na scenę.

To jednak nie wszystkie dobre wieści sprzed koncertu. Już w drodze do venue wydarzyło się zupełnie przypadkiem coś, czego się nie spodziewaliśmy - idąc sobie do Genting Arena od strony torów, przechodziliśmy obok tylnego wejścia, które wyjątkowo w tym venue nie jest odgrodzone i znajduje się tuż przy głównej drodze. Jakieś było nasze zaskoczenie, gdy pod drzwi podjechał czarny, luksusowy Mercedes z którego wysiadł nie kto inny, jak Lars! Idący koło nas fani zawołali go, ten odwrócił się i pomachał - niby nic, ale już to wprawiło nas w doskonały nastrój przed koncertem.

Czekając na rozpoczęcie gigu, obserwowaliśmy pracę członków ekipy technicznej. Jak zwykle przewinął się nam przed oczami smutny i zmęczony Mike Gillies, poprawiając mikrofon skierowany w stronę publiczności o kilka milimetrów. Oczywiście większość czasu poświęcaliśmy obserwując pracę Chada - technicznego Jamesa, do którego obowiązków tym razem należało nie tylko nastrojenie gitar, ale także oprowadzenie po stanowisku dwóch nie do końca odzianych dziewuszysk, którym przypadł zaszczyt przymierzenia gitar Papy Heta i zrobienia sobie z nimi zdjęć. Patrząc na ich aparycję, ciężko było mieć wątpliwości, w jaki sposób zapracowały sobie na taki luksusowy treatment.

Oczekiwanie minęło wyjątkowo szybko. Chociaż czasy pokrywały się z Londynem nr 2, wszystko zdawało się dziać bardzo szybko, jak w Londynie nr 1. Nawet Kvelertak po raz trzeci jakoś specjalnie nie męczył. Rozpoznawałem już niektóre utwory i kilka riffów mogło się nawet podobać. Przede wszystkim jednak uwagę moją przykuł fakt, że już support brzmiał o wiele lepiej, niż na poprzednich dwóch gigach w Londynie, na których prawie nic nie było słychać, a buczący bas mimo używania profesjonalnej protekcji słuchu przykrywał prawie całą resztę. To dawało nadzieję, że akustyka znacznie mniejszej od O2 Genting Areny jest zwyczajnie bardziej sprzyjająca optymalnemu nagłośnieniu i Metallica także zabrzmi lepiej.

Tak było w istocie, już od pierwszych sekund Hardwired dało się poczuć znaczącą różnicę. W O2 momentami ciężko było wyłapać wszystkie niuanse zwłaszcza gitar i wokalu. Gdyby nie doskonała znajomość wszystkich utworów, możnaby było się w nich pogubić. Tymczasem w Genting Arena nawet pod samą sceną wszystko było świetnie słychać, balans instrumentów był bardzo dobry, a bas i perkusja nie dominowały w sposób przesadny. Oczywiście nadal nie był to dźwięk z końcówki golden circle na gigu stadionowym, ale jak na halę, było świetnie.

Pierwsza niespodzianka w setliście czekała nas już przy czwartym slocie ze starszą piosenką, która podlega rotacji. Na pierwszym Londynie trafiło nam się Through the Never, a na drugim Leper Messiah. Na kolejnych dwóch gigach w UK Metallica zagrała w tym slocie Harvester of Sorrow i Of Wolf and Man. Spodziewałem się więc zupełnie innej piosenki w tym slocie, a najlepsze jest to, że nie miałem pojęcia jakiej, bowiem odkąd trwa halowa trasa europejska, nie pojawiły się w tym slocie żadne inne piosenki, poza wyżej wspomnianymi.

Po ostatnim, otwartym akordzie kończącym Seek and Destroy z zamarciem obserwowałem scenę, patrząc to na Larsa, to na Jamesa i próbując odgadnąć, kto i jaką piosenkę rozpocznie. Lars wskazał na Jamesa, który rozpoczął prostą zagrywką... Którą w pierwszej sekundzie skojarzyłem z tym, jak obecnie otwierają Through the Never. W tej krótkiej chwili poczułem rozczarowanie, że powtórzy nam się piosenka, w dodatku taka, za którą średnio przepadam. Coś jednak było nie tak, zagrywka zdawała się brzmieć inaczej i nie była akcentowana werblem i pauzami. To było coś innego! Drugim skojarzeniem była Metal Militia, która domyślnie zaczyna się w sposób podobny. Byłem pewien, że to dobry typ, w końcu James lubi się droczyć z publiką, a poza tym grywali ten kawałek całkiem niedawno, bo w 2015, a nawet raz w 2016 roku.

Ale to nie była Metal Militia. Po chwili Lars nabił i usłyszałem upbeatowy rytm i mało czytelny riff, którego nadal przez kilka sekund nie mogłem rozszyfrować. I nagle dotarło do mnie, że toż to The Shortest Straw! Prawdziwy rarytas, nie grany na żywo od 2013 roku i słyszany przeze mnie na koncercie tylko raz, w Pradze w 2012 roku! Radości nie było końca, co by się dalej nie działo z setlistą już poczułem, że warto było się wybrać do Birmingham chociażby po to, by doświadczyć tego momentu! A do tego ta złośliwość członków zespołu i wprowadzanie w błąd nawet najbardziej zagorzałych fanów. Well played :)

Straw zmiażdżył, to nie jest łatwa do zagrania piosenka, ale panowie dali radę, a Lars nie ominął nawet licznych partii podwójnej stopy. Wybrani fani wokół nas zdawali się znać tekst i śpiewali razem z nami refreny. To było prawdziwie unikalne doświadczenie, usłyszeć Straw na koncercie halowym i stojąc tak blisko sceny. Piękna niespodzianka!

Potem już było trochę mniej ekscytująco, w slocie balladowym spodziewałem się bowiem co najmniej The Unforgiven, a w skrytych marzeniach liczyłem na powrót The Unforgiven II. Tymczasem powtórzyło nam się Sanitarium z pierwszego gigu w Londynie. No cóż, skoro już coś musiało się powtórzyć, wolałbym, aby był to Fade. Chyba chciałbym usłyszeć zbyt wiele niespodzianek na jednym koncercie, rozpuszczony spektakularną setlistą z Gelsenkirchen w 2015 roku. Ale nadal mam nadzieję na Unforgiven II, może na następnym legu w Pradze?

Tymczasem podczas Sanitarium wydarzyło się coś nietypowego, podobnie jak w Shortest Straw, także w balladzie chłopcy pominęli intro. I o ile w Shortest było to zamierzone, żeby zmylić fanów niespodziewaną zagrywką i zacząć piosenkę od razu od głównego riffu, tak w Sanitarium był to ewidentnie błąd Jamesa - zaraz po nowym intrze z taśmy zaczął grać on od razu główną partię, pod zwrotkami, wytrącając ze skupienia nawet Kirka, który przedwcześnie zaczął grać pierwsze nuty solówki. Znając Jamesa, mógł nawet równie dobrze zacząć grać Fade albo One - wydaje mi się, że ułożył on lewą dłoń na gryfie własnie do jednej z tych dwóch piosenek i za późno się zorientował, że to nie tak się zaczyna, stąd pominięcie intra.

Kolejnym slotem rotującym był kawałek z HTSD. W Londynie usłyszeliśmy w tym slocie Dream No More i Confusion, a w Manchesterze poleciał ManUNkind, nie było więc bezzasadne oczekiwanie premiery jednego z trzech pozostałych niegranych jeszcze numerów: Here Comes Revenge, Am I Savage? i Murder One. Osobiście najchętniej usłyszałbym Savage, chociaż najbardziej prawdopodobne wydawało się zagranie Murder One w hołdzie Lemmy'emu. Tymczasem usłyszeliśmy ponownie Dream No More. I w sumie fajnie, bo kawałek ten wypada na żywo fenomenalnie, w przeciwieństwie do Confusion. Świetnie było usłyszeć go ponownie, tym razem z bardziej klarownym dźwiękiem.

Dodatkowo świetne wrażenie zrobił na mnie symetryczny widok na scenę. Niby taki szczegół, a pozwala bardziej docenić to, co dzieje się nad sceną: zmieniające położenie sześciany. Ponadto, gdy James na drugą zwrotkę podszedł do naszego mikrofonu, można było nawiązać z nim świetny kontakt wzrokowy, wykrzykując razem z nim złowieszcze słowa wybudzające ze snu pana Cthulhu. Pod koniec zwrotki zaś na kilka sekund na dwóch szcześcianach, znajdujących się dokładnie po bokach jego głowy (z miejsca w którym stałem), pojawiły się opętańcze oczy stwora, co wraz z Jamesem robiącym (już coraz rzadziej) swoje groźno-szaleńcze miny stworzyło porażający efekt. Poczułem w tym momencie pełną immersję z gigiem.

Dzięki idealnej pozycji dobry kontakt z Jamesem udało się nawiązać także w kilku innych momentach koncertu, z których najbardziej utkwiły mi w pamięci trzecia zwrotka Atlasa i druga zwrotka Moth. W obu przypadkach James nie unikał kontaktu wzrokowego, przytrzymując wzrok na wybranych twarzach przez dłuższą chwilę. Z tego miejsca nie miałem wątpliwości, że wśród tych twarzy była także moja. Podobnie świetny kontakt z Jamesem udało mi się wcześniej złapać tylko kilka razy: na myśl przychodzą mi Berlin 2008 (Cyanide) i Praga 2014 (Lords of Summer na czubku snake pita).

Najbardziej pamiętny moment gigu wydarzył się jednak w trakcie doodle Kirka i Roba. Zagranie przez nich piosenki Black Sabbath było w zasadzie oczywistością, ale już wybranie War Pigs było bardzo miłą niespodzianką! Oczywiście dobrze zaznajomieni z treścią fani z Birmingham zaśpiewali bezbłędnie całą pierwszą zwrotkę. W tym momencie James zszedł do swojego zaplecza, łapiąc pełną wczutę na to, co się działo w hali. Podszedł on do nas i razem z nami w pierwszych rzędach, śpiewał kluczowe momenty zwrotki, łącznie z najgłośniejszym "Oh Lord, yeah!" Potem zaś przeszedł wzdłuż barierki i przybijał piątki, tym razem jednak nasze ręce nie połączyły się tak jak na gigu nr 2 w Londynie. Ale to nic, warto było tam stać choćby po to, by przeżyć tę interakcję z nim w trakcie War Pigs, taki moment nie zdarza się na każdym koncercie!

Po doodle'ach przyszedł czas na kolejne dwa sloty w rotacji. Jako cover usłyszałem po raz pierwszy na żywo klasyczne Am I Evil? i jak się okazało, wybór utworu Diamond Head był oczywisty, bo członkowie zespołu byli gośćmi Larsa na koncercie. Evil zabrzmiał ciężko i złowieszczo, czyli dokładnie tak, jak powinien. Kolejnym utworem w rotacji był niestety znów Fuel, a liczyłem na Memory w tym slocie, które zagrali w Manchesterze.

Na Moth przydarzyła się zaś awaria nr 1. Tylko kilka dronów wystartowało, a reszta zapadła się pod scenę. Potem te kilka, które latały, wylądowały z powrotem i techniczni musieli ręcznie zabierać je ze sceny. Szkoda, że jeden z najfajniejszych efektów nowej produkcji scenicznej się nie udał, z drugiej strony na trzecim koncercie fajnie było doświadczyć czegoś innego, nawet jeśli w formie technicznych wpadek.

Największa wpadka wydarzyła się jednak w trakcie One - już w drugiej, szybkiej części utworu nagle padło zasilanie nagłośnienia! W jednej chwili cała muzyka ucichła i pozostał tylko akustyczny dźwięk perkusji dobiegający ze sceny i publiczność, która zaśpiewała słowa piosenki acapella do samego końca! Kolejny genialny moment, który przydarza się niezmiernie rzadko i fantastycznie było go doświadczyć. James początkowo starał się podejść do zaistniałej sytuacji z humorem, ale po chwili widać było, jak się zaczyna irytować. W międzyczasie Lars i Rob starali się zabawiać publikę żonglerką.

Po kilku minutach dał się usłyszeć przedmuch głośników i dźwięk wrócił do normy. Lars rzucił złośliwy komentarz w stronę Big Micka, po czym zaczęli grać... Nie, nie One, to by było zbyt oczywiste, James powiedział że muszą zacząć od początku i zaczęli grać Hardwired! Genialny przykład na ich niezdarte poczucie humoru :) Oczywiście po kilku taktach Hardwired wrócili do One, które zaczęli grać od początku partii, którą musieli przerwać. W kilka sekund całe show odbywało się znów prawidłowo, łącznie z efektami oświetleniowymi.

Od czasu premiery Spit Out the Bone w Londynie, Metallica grała ten kawałek na każdym gigu, więc nie spodziewałem się rotacji w tym slocie także w Birmingham i tym razem zupełnie bez rozczarowania. Świetnie było usłyszeć ten wielce wyczekiwany przez fanów kawałek po raz drugi na żywo, tym razem w znacznie bardziej "stabilnej" wersji - odwrócenie podziału pod koniec solówki tym razem wyszło bezbłędnie, Kirk nie wykoleił się z solówką, a nawet zagrał melodyjkę w trakcie drugiej zwrotki. Bardzo solidne wykonanie i miło widzieć, że siódmy kawałek z HTSD zadomowił się na dobre w setliście. W trakcie trasy Death Magnetic taka ilość nowych piosenek była ogromną rzadkością.

W trakcie pożegnań jak zwykle nie udało mi się złapać kostki, chociaż robię postępy, bo jedna rzucona przez Jamesa odbiła się od mojej ręki i wylądowała pod nogami ochroniarza, który potem podniósł ją i dał Fixxxerowi. Może za kolejnych 20 koncertów wyćwiczę się już w łapaniu kostek na tyle, że uda mi się jedną złapać samodzielnie.

Po gigu udaliśmy się w to samo miejsce, w którym przed nim udało nam się dostrzec Larsa z nadzieją, że może uda się spotkać kogoś ważnego. I udało się - kręciła się tam praktycznie cała ekipa technicznych, a Bick Micka i Chada nawet dało się zatrzymać i zrobić sobie z nimi zdjęcia. Big Mick zgodnie z relacjami innych fanów to przemiły gość, co widać na naszym wspólnym zdjęciu.

Potem niemal 3 godziny czekaliśmy na Larsa, wiedząc, że na pewno nadal jest w środku - nie tylko jego samochód jako ostatni nadal czekał pod budynkiem, ale też sympatyczna ochroniarka, która także okazała się fanką zespołu, na bieżąco relacjonowała stan rzeczy i potwierdzała, że Lars jeszcze nie wyszedł. Gdy dobiegła 2.00, czekała oprócz nas dosłownie garstka najbardziej wytrwałych fanów. Było jednak dosyć zimno, a my niestosownie do okazji ubrani, już czuliśmy jak powoli odmarzają nam kończyny. Ostatecznie, w kontekście wczesnej pobudki następnego ranka i konieczności wczesnego powrotu do domu, poddaliśmy się i wróciliśmy do hotelu. Następnego dnia okazało się, że niecałe pół godziny później Lars wyszedł i zanim odjechał luksusowym Mercedesem, podszedł do fanów i robił sobie z nimi zdjęcia...

Na tym pozwolę sobie zakończyć ten wątek, bo nie chcę zalać sobie klawiatury czarnymi łzami rozpaczy.

W Birmingham zaliczyłem mój 21 koncert Metalliki i wydawałoby się, że po tylu przeróżnych gigach, od halowych po wielko-festiwalowych, cieżko będzie doświadczyć czegoś nowego. A jednak Metallica z cyklem płytowym HTSD potrafiła sprawić, że ich koncerty są świeżym doświadczeniem. Poza tym, nigdy wcześniej nie zaliczyłem aż 3 gigów ramach jednego legu. Mimo że w setliście nie ma już tak głębokiej rotacji jak w czasach St. Anger i Death Magnetic, Lars układając repertuar nadal ma w pamięci także tych, którzy podróżują zaliczając wiele gigów. Zawsze więc uda się usłyszeć nie tylko coś nowego w obrębie danej trasy, ale także po raz pierwszy odkąd jeżdżę na koncerty Metalliki.

Przez te 3 noce zagrali więc łącznie 26 różnych piosenek. Na pierwszym gigu w Londynie wszystkie zagrane kawałki z HTSD usłyszałem po raz pierwszy na żywo, a na dokładkę Die, Die My Darling - czyli razem 7 utworów. Na drugim gigu w Londynie - Confusion i Spit Out the Bone. W Birmingham - Am I Evil? A do tego takie rarytasy, jak Through the Never, Leper Messiah i The Shortest Straw. Wszystko z drugiego rzędu, ze świetnym kontaktem wzrokowym ze wszystkimi muzykami. A nawet z kontaktem fizycznym - na drugim gigu udało się przybić piątkę z Jamesem.

Na usta samo ciśnie się pytanie, który z tych trzech koncertów był najlepszy? Nie da się jednoznacznie odpowiedzieć na takie pytanie. Każdy był świetny i wyjątkowy z innych powodów. Londyn #1 był pierwszy, więc wszystko było nowe i świeże. Londyn #2 miał największą rotację, premierę Spit i piątkę z Jamesem. Birmingham to były najlepsze pozycje pod sceną, najlepszy dźwięk, Straw, War Pigs, problemy techniczne i spotkania z członkami ekipy.

Co najważniejsze, bałem się, że będę czuł niedosyt. Ale jedynym negatywnym uczuciem jest oczywiste zmęczenie fizyczne. Potrafię wyobrazić sobie, że zaliczam jeszcze kilka koncertów w tym legu i nadal sprawiają mi tyle samo radości i satysfkacji. Jasne, w trakcie Sada, One, Master, NEM i Sandmana człowiek sobie trochę "odpoczywa", ale zarówno nowe utwory jak i te rzadziej grane wielce cieszą. Co ciekawe, HTSD zdaje się znacznie lepiej funkcjonować w koncertowym settingu, niż DM. Potrafię sobie wyobrazić, że w przyszłości Atlas nadal będzie się pojawiał w setlistach, a taki The End of the Line już raczej w nich nie zagości.

Z wielką ekscytacją wyczekuję kolejnych dwóch gigów w ramach Worldwired Tour w 2018 roku - w Pradze i w Oslo. Do tego czasu na pewno więcej utworów zostanie włączonych do rotacji, w tym prawdopodobnie te jeszcze nie zagrane z HTSD. I kto wie... może tym razem uda się dorwać Larsa?

 

 

blog comments powered by Disqus

Poprzednie koncerty Metalliki:

07.06.2003 METALLICA Wuhlheide, Berlin G S R  
17.08.2003 METALLICA Ferropolis, Grafenhainichen G S R  
13.12.2003 METALLICA Messehalle, Erfurt G S R  
31.05.2004 METALLICA Stadion Śląski, Chorzów G     s
01.07.2004 METALLICA Park Kolbenova, Praga G S R  
06.06.2006 METALLICA Waldbuehne, Berlin G S R  
05.07.2007 METALLICA Rotundenplatz, Wiedeń, Austria  
28.05.2008 METALLICA Stadion Śląski, Chorzów  
03.06.2008 METALLICA Slavia Stadium, Praga  
12.09.2008 METALLICA O2 World, Berlin  
15.09.2008 METALLICA O2, Londyn, UK  
07.05.2009 METALLICA Arena, Leipzig  
16.06.2010 METALLICA Bemowo Airport, Warszawa  
07.05.2012 METALLICA Synot Tip Arena, Praga, CZE R  
23.05.2012 METALLICA Vallehovin, Oslo, NOR R  
08.07.2014 METALLICA Aerodrome Festival, Prague, CZE R  
29.05.2015 METALLICA Veltins Arena, Gelsenkirchen, GER R  
29.08.2015 METALLICA Richfield Avenue, Reading, UK R  
22.10.2017 METALLICA O2 Arena, London, UK R  
24.10.2017 METALLICA O2 Arena, London, UK R  

 

000webhost logo