AMY MACDONALD
08.11.2017
Hackney Church
London
____________________

GALERIA

SETLISTA
____________________

POWRÓT

GUESTBOOK

 

RELACJA

Kot
03.01.2018

Mojej ekscytacji przed listopadowym koncertem Amy Macdonald w małym kościółku w Hackney ani trochę nie zmniejszał fakt, że w tym cyklu płytowym widziałem ją na żywo już cztery razy. Amy zdominowała mój muzyczny 2017 rok i stało się to w pełni zasłużenie, to jedna z najlepszych wykonawczyń, jakie miałem przyjemność podziwiać na żywo. Nie przeszkodził w tym nawet fakt, że jej najnowszy album, Under Stars, nie jest ani najlepszą płytą w jej dorobku, ani nawet najlepszą płytą, jaka ukazała się w 2017 roku. W niczym nie umniejszyło to przyjemności uczestniczenia w świetnych koncertach, z których każdy był doświadczeniem zgoła odmiennym. Nie różnił ich tylko fakt, że wszystkie stały na niezmiennie najwyższym poziomie zarówno pod względem wykonań, atmosfery, jak i brzmienia.

Punktem odniesienia do analizy niniejszego koncertu będzie jednak poprzedni, w maleńkim klubie Omeara. Odbył się on w sierpniu i był rozgrzewką przed akustyczną trasą, której częścią był koncert w Hackney. Instrumentalnie oba koncerty były takie same - Amy towarzyszyli jej nadworni muzycy, akompaniując na akustycznych gitarach, basie, kontrabasie i instrumentach uzupełniających, takich jak pianino, mandolina, akordeon czy instrumenty perkusyjne.

Omeara jest maleńkim klubem na 350 osób i posiada jedną z najmniejszych scen, jakie widziałem w londyńskich klubach. Siłą rzeczy nie ma więc tam miejsca na wymyślną oprawę wizualną. Pod tym względem koncert w Hackney był znacznie bardziej imponujący. Zwłaszcza, że wnętrze kościółka nie grzeszyło specjalną urodą, zwłaszcza zniszczony i mocno zaniedbany sufit. Oprawa świetlna, jak zwykle subtelna, ale jednak dosyć efektowna, maskowała te niedoskonałości, znakomicie podkreślając atmosferę wieczoru.

Brzmienie stało na niezmiennie doskonałym poziomie. Każdy koncert Amy brzmi powalająco, niezależnie od akustyki venue. Musi dla niej pracować jeden z najlepszych dźwiękowców w branży. Słuchanie na żywo koncertów Amy to zawsze czysta przyjemność i absolutna orgia dla uszu. Można powiedzieć: co jest trudnego w nagłośnieniu wokalu i zaledwie czterech instrumentów, w dodatku akustycznych. Otóż nawet i tak prosty setting można położyć fatalnym miksem. U Amy nie tylko całość jest zawsze bezbłędnie czytelna, selektywna i odpowiednio dynamiczna, do tego brzmi po prostu w sposób wysmakowany i zwyczajnie przyjemny dla ucha. Majstersztyk brzmieniowy.

Względem koncertu rozgrzewkowego zmienił się nieco repertuar. Kolejność piosenek delikatnie zmieniono, uzupełniając setlistę o cztery niezagrane wcześniej utwory. Wróciło The Rise & Fall, mój ulubiony utwór z nowego albumu Amy, którego tak bardzo brakowało mi w Omearze. Znakomita piosenka, która świetnie brzmi na żywo, także w stonowanej, akustycznej aranżacji. Kolejną nowością było Give It All Up z drugiego albumu Amy, A Curious Thing. Aranżacja skupiła się na wokalu, Amy zaprezentowała szerokie spektrum skali swojego głosu, bez rozpraszania się akompaniamentem na gitarze. Wykonanie było jak zawsze perfekcyjne. Miło było usłyszeć tę piosenkę, po raz pierwszy na żywo!

Bliżej końcówki głównego setu pojawiło się stareńkie Ballowland Ballroom z pierwszego albumu, po które Amy również sięgnęła po raz pierwszy w tym cyklu płytowym. To nieco zapomniany klasyk w repertuarze Amy, wspaniale sprawdzający się na żywo i aż dziw, że pominięto go we wcześniejszych gigach promujących Under Stars. Wykonaniu na tym akustycznym koncercie niczego nie brakowało pod względem ładunku energetycznego, jaki niesie ze sobą owa piosenka. Cały zespół wciągnął się maksymalnie w żywiołowe tempo i podobnie było z publicznością, która kolejny raz podniosła pupy z krzeseł i żywiołowo klaskała i gibała się w rytm piosenki.

Czwartym utworem nieobecnym na poprzednim gigu było Life in a Beautiful Light, wykonane jako przedostatni bis. Ta żywiołowa piosenka zamykała główny set gigów z pierwszego, elektrycznego legu. Cóż, mimo iż to reprezentant poprzedniego albumu Amy, stał się już stałym elementem koncertowych setlist i miło było usłyszeć go z powrotem. W tej wersji zabrzmiał nawet nieco lepiej niż w oryginale, gdzie nieco męczą mnie specyficznie brzmiące, przydługawe zagrywki gitarowe w końcowej partii utworu.

Cały koncert stał na równie wysokim poziomie, ale mi wyjątkowo do gustu przypadły Pride (przykład doskonałego brzmienia instrumentów), Mr Rock & Roll (jak zwykle był to moment, gdy po raz pierwszy poderwała się z krzeseł publiczność), 4th of July (które w tej aranżacji można było usłyszeć już od pierwszych koncertów promujących Under Stars) i przejmujące Prepare to Fall.

Oczywiście największa "zabawa" była na zamykającym główny set This Is My Life. Całkiem zasłużenie jest to największy przebój Amy i po dziś dzień pozostaje faworytem na koncertach, który wzbudza największy entuzjazm, zaraz obok Mr Rock & Roll.

Nie zabrakło charakterystycznych dla Amy przekomarzanek z publicznością i anegdotek pełnych poczucia humoru. Ciekawe, że Amy zdawała w ogóle nie słyszeć publiczności, bo narzekała, że ta zachowuje się bardzo cicho, podczas gdy Londyńczycy jak zwykle przyjęli ją niezwykle ciepło. Atmosfera na gigach Amy w Anglii jest zawsze spektakularna i niestety, pod tym względem, nie umywa się do nich jedyny jej koncert na jakim byłem w Polsce.

Mój piąty koncert Amy był nie tylko ostatnim na tej trasie, ale także moim ostatnim na jakiś czas, przynajmniej dopóki Amy nie wypuści się głębiej na kontynent, bo niedługo później opuściłem zielone wyspy. Tak się złożyło, że Amy towarzyszyła mi koncertowo przez całą długość mojego ówczesnego tam pobytu i zdecydowanie umiliła go muzycznie. Były to jedne z moich najlepszych koncertowych przeżyć, a - jak widać choćby po tej stronie - trochę ich już było. Koncerty Amy to prawdziwy balsam dla duszy i orgia dla uszu. Nie potrafię wyrazić słowami tego, jak dobrze one brzmią. Jeśli miałbym przygotować listę wykonawców mających najlepsze koncertowe brzmienie to w pierwszej piątce z pewnością znalazłaby się Amy. To po prostu trzeba usłyszeć, bo jej utwory zyskują nowe życie, gdy słyszy się je na żywo pod sceną.

Poprzednie koncerty Amy Macdonald:

21.11.2016 AMY MACDONALD Islington Assembly Hall, London, UK R  
24.03.2017 AMY MACDONALD MTP2, Poznań, POL R  
03.04.2017 AMY MACDONALD Royal Albert Hall, London, UK R  
29.08.2017 AMY MACDONALD Omeara, London, UK R  

 

blog comments powered by Disqus

 

000webhost logo