HEY
12.12.2017
Hala Orbita
Wrocław
____________________

GALERIA

SETLISTA
____________________

POWRÓT

GUESTBOOK

 

RELACJA

Kot
20.12.2017

Hey świętując 25-lecie działalności definitywnie podkreślił to, co urzekło mnie w tym zespole, kiedy ponad 12 lat temu zobaczyłem ich po raz pierwszy na żywo: to polski towar muzyczny o największym potencjale eksportowym. Trasą FaYrant zrobili ogromny prezent nie tylko fanom, ale i sobie: zadbali o światową oprawę audio-wizualną, na którą zasługuje ich wyjątkowa twórczość i niepowtarzalna atmosfera na koncertach.

Wszystko brzmiało genialnie i wyglądało spektakularnie, jednocześnie nie odwracając uwagi od tego, co najważniejsze, czyli treści merytorycznej i smakowitych walorów muzycznych zawartych w każdej piosence. Repertuar dobrano tak, że trudno mi wyobrazić sobie rozczarowanie nawet najbardziej wybrednego fana. Koncert trwał niemal 3 godziny, ale człowiek chciał, by nigdy się nie kończył, bo w setliście zabrakło miejsca na słabsze utwory, a także na wydziwione eksperymentalne aranżacje dawnych hitów.

Hey przez te wszystkie lata już tyle razy uciekał od swojej przeszłości, że w pewnym momencie zacząłem wątpić, czy jeszcze kiedykolwiek usłyszę moje ulubione klasyki na żywo w wersjach takich, w jakich usłyszałem je po raz pierwszy. Tymczasem trasa FaYrant przyniosła brawurowe wykonania nawet najbardziej osłuchanych szlagierów, wykonanych z pasją, mocą i młodzieńczym entuzjazmem.

Marcin przypomniał, jak się gra porywające klasyczne solówki gitarowe, Jacek przypomniał, że na pięknym motywie basu można oprzeć szkielet całej kompozycji, Bob przypomniał, że nawet w najstarszych utworach znajdowały się smakowite partie perkusji, Paweł przypomniał, że potrafił wejść w buty Piotra Banacha i dopisał kilka nieśmiertelnych hitów także dla "gitarowej" odsłony Heya, sam Piotr przypomniał, że jest autorem sporej części klasyki polskiego rocka z najwyższej półki, a Kasia przypomniała, że nadal potrafi ryknąć słynnym, zachrypniętym głosem.

Na setlistę bez wstydu wybrano jedne z największych hitów, a także jedne z najlepszych piosenek spośród tych "nie-singlowych", ale wychodząc z Hali Orbita wyliczałem sobie w głowie, że no tak, ale zabrakło jeszcze tego, i tamtego, a i to mogli zagrać... Zespół przypomniał, że ma w repertuarze tak wiele znakomitych kompozycji, że nie sposób zagrać choćby połowy na jednym koncercie, nawet jeśli ten trwa niemal 3 godziny.

To był mój drugi koncert w ramach trasy FaYrant, ale ten pierwszy, w Londynie, okazał się być zaledwie przystawką przed głównym daniem. Stało się tak dlatego, że, chociaż pod względem repertuaru zarzucić mu nic nie można, na wyspach zabrakło dwóch kluczowych dla zespołu postaci, a mianowicie kompozytorów: nie było zarówno Piotra Banacha, jak i Pawła Krawczyka! Jak wielką różnicę uczyniła ich obecność przekonałem się stając pod samą sceną na dodatkowym, drugim wyprzedanym koncercie we wrocławskiej Hali Orbita.

Przykład - Piotr Banach. Segment utworów wykonanych z jego udziałem otwierał setlistę w Londynie i chociaż byłem zachwycony doborem repertuaru, to dopiero jego obecność na koncertach w Polsce pozwoliła oddać im sprawiedliwość. Subtelne wstawki gitarowe podczas zwrotek w utworze Anioł, charakterystyczny feeling reggae w 4 Pory - Banach ma swój styl, swoje brzmienie i genialnie znów było zobaczyć przed sobą ten wielki zespół w najbardziej klasycznym składzie. W końcu na scenie był nawet Marcin Macuk - pierwszy basista Heya, teraz wprawdzie pełniący w zespole zgoła inną rolę, to jednak bezwzględnie ważna postać dla historii zespołu.

Segment z Banachem wypadł korzystnie także ze względu na obecność Katarzyny Sondej, znanej także jako Kafi, wokalistki w najnowszym projekcie Banacha zwanym BAiKA. Z początku zerkałem na dziewczynę z rezerwą, ale szybko przekonała mnie do siebie nie narzucającą się obecnością na scenie. Wsparła Kasię wokalnie zarówno za pomocą klasycznych chorków (Anioł), jak i w wybranych momentach ładnie harmonizując (Dreams!!!), co bardzo wzbogaciło brzmienie pięknych linii melodycznych wokalu. Nie obraziłbym się, gdyby Kafi została stałą chórzystką w składzie koncertowym Heya!

Sześć utworów wykonanych z Banachem to był zdecydowanie mój ulubiony punkt tego koncertu. Sześć utworów reprezentujących pierwsze pięć albumów, a każdy lepszy od poprzedniego. Fate - klasyk często obecny na koncertach, ale tym razem zespół przypomniał sobie, że jest też szybka, instrumentalna część i że można trochę, mówiąc staroszkolnie, "dać czadu". Anioł - arcydzieło kompozytorskie ery Banacha, sprawne żonglowanie klimatem poprzez przeplatanie spokojnych, nastrojowych zwrotek z mocnym, powalającym refrenem.

Dreams - absolutna perełka, nie wiem czy nie najlepszy punkt gigu pod względem muzycznym. Wykonany w klasycznej, płytowej wersji, stosownie do dołującej tematyki utworu, a nie w jakiejś dziwnej tanecznej aranżacji, którą zespół katował nas w ubiegłej dekadzie. Tutaj było czuć chemię, ten niepowtarzalny feeling, który ma ze sobą tylko i wyłącznie ta grupa ludzi. To smakowite, melodyjne solo na basie mistrzowsko odegrane przez Jacka; ta celowo brudna, a zarazem pięknie melodyjna, wiodąca gitara Banacha. Te długie pauzy, w punkt przerywane doskonale gruwiącymi akcentami Boba. No i wspomniany już, uzupełniany harmonicznie przez Kafi wokal Kasi, która nadal potrafi włożyć w wykonanie autentyczne emocje.

One of Them - zawsze gdy słyszę ten riff, od razu widzę Kasię na słynnym nagraniu z Jarocina 1992. Prawdziwy hard rock, grunge, czy jak tam kto sobie chce to nazwać. Smakowite partie perkusji i synkopowe akcenty Boba na ride. Solówka Marcina... to się nie może nie podobać. Misie - absolutny kanon polskiego rocka lat 90-tych, przejmujący tekst Kasi z powalającą puentą. 4 Pory - kawałek, którego przez wiele lat nie brakowało na gigach Heya, ale jednak z Banachem miał bardziej wyrafinowany posmak. Gdy słychać rękę oryginalnego kompozytora, zupełnie inaczej odbiera się takie wykonanie.

Pozostali goście też nie rozczarowali. I chociaż na tej trasie dobór niektórych gości wydaje mi się być co najmniej dyskusyjny, tak na drugim gigu we Wrocławiu trafił nam się zestaw z tej puli chyba najciekawszy. Na pierwszy ogień Titus czyli polski Iggy Pop, chodząca parodia samego siebie. Ciężko nie uśmiechnąć się słysząc urzekające, koślawo złowrogie "PASUJE?? NO TO ZRÓBCIE HAŁAS!! GRRR!" Poradził sobie świetnie z punkrockowym Schizophrenic Family, które zaśpiewał z Kasią w klasycznym duecie, wymieniając się partiami wokalu i jednocześnie nakłaniając Kasię do klasycznego headbangingu, po którym przez kilka sekund nie mogła złapać równowagi! Chwilą oddechu dla Nosowskiej była zaś Wczesna Jesień, gdzie w refrenach Titus mógł popisać się mocą swojego zachrypniętego, heavymetalowego głosu. Wolałbym klasyczną wersję z Kasią na wokalu, ale słyszałem ją na żywo już wiele razy, a walor rozrywkowy tego momentu był wysoki, więc wybaczam.

Drugim gościem była Brodka, której wielkim fanem nie jestem, ale jakoś dziwnie tam pasowała. Pięknie wypadło Nie Więcej... - najspokojniejsza ballada w repertuarze zespołu, wykonana przy akompaniamencie jedynie pianina, gdzie Kasia z Moniką ładnie i delikatnie harmonizowały. Na chwilę (dosłownie) oddechu wybrano Zazdrość, którą Brodka pociągnęła brawurowo i wyciągnęła co się dało z tych króciutkich dwóch minut. Była też zabawna wymiana zdań między paniami.

Zresztą, humorystycznych scenek było na gigu całe mnóstwo. Nie tylko Kasia wykorzystywała każdą możliwą okazję, by wypomnieć sobie samej swoją tuszę (ale z pełnym uśmiechem i dobrym humorem), ale też zdarzyła się rzadka sytuacja w której Marcin miał możliwość zabłysnąć poczuciem humoru: w pewnym momencie na scenie wylądował pluszowy miś, którego Kasia podniosła, ale zmartwiła się, gdy zobaczyła przyczepioną doń dedykację. Żaba wykazał się refleksem i wykorzystał sytuację, podszedł do mikrofonu i "przeczytał": "dla Kasi Kowalskiej".

Prawie każdy album (z wyjątkiem Karmy) reprezentowany był przez solidną selekcję utworów. Z Fire, oprócz wymienionych wcześniej utworów, zabrzmiały także oczywiście Moja i Twoja Nadzieja, która zamknęła główny set, oraz Teksański, któremu przypadła rola pierwszego bisu. Z Ho tym razem wyjątkowo były tylko Misie, ale na innych koncertach w trasie pojawiły się także Ja Sowa, Chyba i Ho. Z ? pojawiły się wspomniane już Wczesna Jesień i Anioł, a także Heledore Babe, które wreszcie powróciło w klasycznej wersji (jak można było pominąć tak piękną instrumentalizację i zastąpić ją tą prostą łupanką parę lat temu, do dziś nie mogę pojąć). Z ostatniego Banachowego albumu z 1999 roku były tylko 4 Pory, ale dobre i to, bo Hey rzadko sięga w koncertach po ten album.

Era post-banachowa reprezentowana była przez przyzwoity wybór utworów ze wszystkich albumów, pod którymi podpisał się Paweł Krawczyk. Z [sic!] pojawiły się utwór tytułowy, Cisza, Ja i Czas, Cudzoziemka w Raju Kobiet, a nawet Mikimoto - Król Pereł. Z music.music klasycznie pojawiła się Muka! Z niedocenionego chyba Echosystemu, który w moim rankingu płyt Hey zasługuje na miejsce w jednym rzędzie z tymi najbardziej klasycznymi, Banachowymi Heyami zagrali Mimo Wszystko i Luli Lali. Z MURP klimatyczne Piersi Ćwierć i wykonane z Brodką Nie Więcej... (jakże się cieszę, że tym razem darowali sobie okropne Kto Tam? Kto Jest w Środku?). Z kolejnego albumu rozbrzmiało przyzwoite Do Rycerzy, do Szlachty, do Mieszczan (jedyny akceptowalny koncertowo utwór na płycie) i Wilk vs. Kot, który trochę niepotrzebnie zajął slot w setliście. Wciąż świeży Błysk reprezentowany był przez Prędko, Prędzej, 2015 (świetny, pinkfloydowy wręcz przewodni motyw basowy) i niezgorsze Historie. No i oczywiście był najnowszy singiel z CDN - Gdzie Jesteś, Gdzie Jestem?

Jeśli ta trasa była faktycznie ostatnią, to ten koncert był najlepszym możliwym pożegnaniem z moim ulubionym polskim zespołem. To był ich najlepszy koncert, zarówno pod względem repertuaru, jak i oprawy, na jakim byłem, a jak wspomniałem - byłem na wielu. Ale póki co, nie dopuszczam takiej myśli, że to był mój ostatni raz. Zakończę więc tekst cytując ze sceny samego Titusa: "Usiądę i poczekam. Poczekam, aż wrócicie."

Poprzednie koncerty Hey:

06.05.2006 Hey Pola Marsowe, Wrocław G   R  
19.05.2006 Hey Miasteczko Studenckie, Łódź G S R  
21.07.2006 Hey Plaża, Świnoujście G S R S
29.07.2006 Hey Stadion OSiR, Polanica Zdrój G S R S
25.08.2006 Hey Molo, Sopot G S R
27.08.2006 Hey Targowica, Warka G S R S
03.09.2006 Hey Centrum Piknikowe, Polkowice G S R S
29.09.2006 Hey Dom Zdrojowy, Lądek Zdrój G
17.11.2006 Hey Hala WFF, Wrocław S
07.12.2006 Hey Miejski Ośrodek Kultury, Opole S
03.05.2007 Hey Wyspa Słodowa, Wrocław  
20.07.2007 Hey Jarocin Festival, Jarocin  
21.07.2007 Hey Szklarska Poręba  
26.08.2007 Hey Amfiteatr na Skarpie, Konin  
31.08.2007 Hey Lyski  
10.09.2007 HEY - MTV UNPLUGGED Teatr Roma, Warszawa  
25.11.2007 Hey Eskulap, Poznań S
14.12.2007 Hey WFF, Wrocław  
04.05.2008 Hey Wyspa Słodowa, Wrocław      
05.09.2008 Hey Stadion, Wałbrzych      
06.06.2009 Hey Wyspa Słodowa, Wrocław    
12.12.2009 Hey WFF, Wrocław  
20.03.2010 Hey K10, Wałbrzych  
02.05.2010 Hey Wyspa Słodowa, Wrocław        
12.12.2010 Hey Eter, Wrocław  
12.03.2011 Hey NCPP, Opole        
03.05.2011 Hey Wyspa Słodowa, Wrocław        
31.12.2012 Hey Rynek, Wrocław      
02.04.2016 Hey Stary Klasztor, Wrocław, POL R  
29.10.2017 Hey Electric Brixton, London, UK R  

 

blog comments powered by Disqus

 

000webhost logo